SPOTKANIE W KLADNIE (CZESKA REPUBLIKA)
Moim wspaniałym (bez ironii) Fordem Escortem pojechałem w czerwcu do Czeskiej Republiki. Wyjechałem z samego rana, jeszcze na niebie było widać gwiazdy. Dzień właśnie wzmagał się z nocą. Rano było wiadomo kto wygra. Chłodno. Pojechałem specjalnie wcześnie rano aby te 200 km przejechać w chłodzie i nie włączać klimatyzacji. Na drodze pusto, ja swoim spokojnym rytmem 80 km/godz przemieszczam się do przodu. Czasem jakiś TIR z hukiem przejeżdża koło mnie powodując chybotanie auta i trochę jednak drżenie serca. Wyobrażam sobie co by było jakby mnie potrącił taki wielki samochód. Nawet nie zdążył bym pomyśleć. Jadę. Zrobiło się już cieplej, uchylam okna. Nawigacja prowadzi mnie, tak że wcale nie myślę gdzie jadę. Słucham miłego głosu i nagle wjeżdżam do Niemiec. Niepokój. Cholera gdzie mnie ta nawigacja prowadzi. Staje na poboczu. Mapa i kontrola nawigacji. jest ok. Nawigacja mnie prowadzi po drogach drugiej kategorii. Winiety w Czeskiej Republice nie wykupiłem. Dlatego też po bocznych drogach jadę. Czechy znam, lubię i bardzo sobie cenię Czechów za ich mentalność, sposób bycia. Mieszkałem tam kilka lat i pracowałem w różnych miejscach i różnych warunkach. Z bardzo różnymi ludźmi. Najczęściej byli to fajni Polacy w moim wieku lub w podobnym.
![]() |
Jeszcze w Polsce na jednym z parkingów gdzie rozprostowałem kości |
Teraz pojechałem na spotkania z miejscami które kilka lat temu znałem i które sprawiły że wszystko co robiłem było trochę ciekawsze. Niestety nie wszystko było po tych kilku latach takie same.
KOPECZEK SZCZĘŚLIWIE pozostał taki sam. Co to jest KOPECZEK???
Pierwszą ubytownią w której mieszkaliśmy bezpośrednio po przyjeździe do Czeskiej Republiki była właśnie ubytownia na Kopeczku (na wzgórzu) Były i są to dość obskurne baraki piętrowe obite drewnem. Leżą na obrzeżach Kladna i pobyt w nich stanowi swoistą szkolę życia.
![]() |
Baraki na Kopecku - ubytownia |
![]() |
| Wspólna kuchnia -- posprzątane i w bardzo ładnym stanie. |
Przyjechaliśmy do Kladna na Kopecek w nocy. Lał deszcz. Był koniec października , zimno i mokro. Przyjechaliśmy po kilkunastu godzinach jazdy autobusem i pociągiem z wszystkich stron polski . W autobusie było czterdzieści kilka osób. Po nocy spędzonej na Kopecku w oparach polskiej wódki i czeskiego piwa zdecydowało się na powrót prawie 30 osób.
Ja i kilkunastu kolegów i koleżanek zostało. I zaczęła się moja przygoda.
Lubię Czechów. Mają jak zresztą każdy wie Karela Gota i Helenę Vondrackową. Ale też co już mało kto wie kapitalny zespól metalowy Kabat. Maja dobre piwo. Dobre to mało powiedziane bardzo dobre i bardzo niedrogie. I w dodatku o małym stopniu alkoholu można wypić kilka dużych szklanic i nic a nic nie czuć w głowie. Ja nie jestem przecież miłośnikiem piwa a wypijałem tam jak na swoje możliwości dużo. Teraz nie palę papierosów ale tam można wszędzie, każdej knajpie palić. Co wtedy było zaskoczeniem ??. Już wtedy nie wolno było palić na przystanku i Czesi tego zakazu przestrzegali. Czesi są bardzo mili. W barze, piwnicy, gospodzie zawsze znaleźliśmy Czecha który chciał i lubił pogadać.
O pobycie w Czechach napiszę może kiedyś. Teraz o lipcowym wyjeździe.
Warto odwiedzić Czeską Republikę i to niekoniecznie Pragę. W każdej wiosce i małym miasteczku jest jakiś pałac, zamek. Bardzo ładnie utrzymany Czesi nie mieli zniszczeń wojennych i bardzo dużo starych budowli zostało. A że jest to zaradny i dobrze gospodarujący naród mają pieniądze na utrzymanie zabytków, to moje spostrzeżenia z odwiedzin jak i wcześniejszego pobytu.
Mają tez pamiątki z lat 50, u nas już zatarte i nieznane. Pod spodem napis na murze huty Konev jednej z największych hut w Czechosłowacji w latach 60
u góry widać napis : lenina i stalina za pobiedu.Takich napisów w Polsce już nie ma.
Chodziliśmy po barach. Czeskie bary jak wspomniałem są super. Wszędzie można palić a dla niepalących jakieś osobne pomieszczenie. Zawsze puste. Jedna z knajp w Kladnie zapisała się w mojej pamięci jako relikt lat 60 i początku lat 70. Bałem się że się zmieniła, ale szczęśliwie nie. Sam nie wiem czy właściciele wiedzą o tym że ich bar ma sławę reliktu minionej epoki.
Zdjęcia ubikacji męskiej pokazują trochę klimat baru na obrzeżach Kladna
to jest ściana w ubikacji na którą się sika. Mocz spływa rowkiem do kanalizacji (opis dla młodych czytelników)w naczyniu pod sufitem jest woda . Jak się pociągnie za sznurek woda ścieka do muszli i czyści zawartość. Juz nigdzie nie widziałem w publicznych toaletach oprócz tego miejsca.
Tak że bardzo polecam ten Bar. Zainteresowanym podam bliższe namiary :)
Oczywiście w Kladnie są też bardzo ładne i nowoczesne, a przy tym bardzo ciekawe bary. Oto jeden z nich dawniej miejsce to nazywało sie U Kozlika. Teraz inaczej ale bogu dzięki bar jest na swoim miejscu jak przed laty. W barze tym waży się piwo dla znawców i smakoszy. Mnie nie smakowało ale moim znajomym bardzo
wnętrze baru U Kozlika
Co jest jeszcze ciekawym rozwiazanem u naszych sąsiadów. Na pewno wiele rzeczy ale dla mnie to tzw. ubytownie .
Ubytownie to tzw hotele robotnicze i miejsca gdzie Czesi którym gdzieś na drodze życia powinęła sie noga mogą mieszkać. Pokój o bardzo przyzwoitym standardzie kosztuje za dobę koło 130 koron. Jest to najczęściej mniej więcej dwie godziny pracy zwykłego pracownika na produkcji.
Ubytownie są w każdym większym jak i mniejszym mieście. W Kladnie było ich kilkanaście. Teraz kilka z powodu niedawnego kryzysu zniknęło.
pokój dwuosobowy w ubytowni .
najczęściej mieszka w nim jedna osoba.
Każda ubytownia ma na piętrze, ubikacje damskie i męskie, miejsce na natryski, zaplecze kuchenne w postaci jednej lub dwóch kuchenek. Jak było bardzo dużo ludzi trochę w kuchni bywało ciasno, teraz luz. Nie mieliśmy problemu ze zrobieniem kawy czy ugotowaniem ziemniaków. ranka ubikacje korytarze są sprzątane przez zatrudnione sprzątaczki. Pokoje u stałych mieszkańców też. Generalnie atmosfera fajna. Oczywiście nie wolno na pokojach palić ani pić alkoholu co w tłumaczeniu na język normalny znaczy: Żadnych burd, krzyków i głośnego zachowywania się szczególnie po godzinie 22. Pić i palić można ale granicach przyzwoitości. Widziałem ze niektórzy palą w ubikacjach tak jak za czasów szkolnych :).
Kladno jest 100 tysięcznym pogodnym miastem. Komunikacja publiczna super, wszędzie dojedziesz . Jak się mieszka na co dzień warto wykupić bilet miesięczny. Zwraca się on po kilku dniach jazdy. Ani teraz ani wtedy jak tam mieszkałem nie miałem problemów z dojazdem dokądkolwiek w granicach miasta. Nawet jesienią idąc na grzyby do graniczącego z Kladnem lasu jechaliśmy autobusem . Bardzo dużo jest barów. Najczęściej bary są powiązane z automatami do gry. Czynne całą noc. Obsługiwane przez Wietnamczyków których w Czeskiej Republice jest chyba bardzo dużo. W Kladnie przejęli cały drobny handel, wiele barów, punktów kosmetycznych. Trzeba przyznać że są bardzo pracowici. Pierwszego stycznia z rana tylko u "wietnamca" można było kupić piwo :)
Odwiedziliśmy też cmentarz. Dla mnie dużym zaskoczeniem był fakt że wiele grobów zawierało urny z prochami zmarłych. Niektóre groby bardzo zadbane ale wiele też zniszczonych i zaniedbanych . Ale urny stały w swoich miejscach, zdjęcia zmarłego też . Nikt tego nie ruszył, nie zabrał .
widok ogólny na cmentarz
w oddali ściana z urnami
Ładne jest Kladno i sympatyczni jego mieszkańcy. Historia Kladna sięga XVI wieku. Z starej zabudowy takim reprezentacyjnym miejscem jest ratusz jak i tzw piesza zona. Miejsce gdzie nie jeżdżą samochody a jest bardzo dużo barów i knajpek, punktów gdzie obstawia się zakłady bukmacherskie.
widok ratusza
piesza zona -- strefa dla pieszych
Jak mieszkałem w Kladnie a czasem brakowało pieniędzy zawsze chodząc wieczorem po pieszej zonie znalazłem kilka koron.Takie miałem szczęśćcie. Na bułki i rochliki starczyło. :)
Okolice Kladna też są warte poznania. My pojechaliśmy do ruin zamku w Okor.
Malownicze ruiny Zamku Okor znajdują się we wsi o takiej samej nazwie jakieś 12 km od Kladna Zamek wzniesiony został w pierwszej połowie XIV wieku. Na przestrzeni wieków warownia wielokrotnie zmieniała właścicieli. Pod koniec XV wieku zamek został przebudowany i dodatkowo ufortyfikowany.
W czasie wojny trzydziestoletniej (1618-1648) warownia została zniszczona podczas jednego z oblężeń. Po wojnie zamek przekazany został jezuitom, którzy odbudowali go i zamieszkiwali w nim aż do kasacji zakonu w 1773 roku. Opuszczona i zaniedbana warownia bardzo szybko zaczęła popadać w ruinę.
Obecnie zabezpieczone ruiny zamku udostępnione są dla zwiedzających. Każdego roku w murach zamku organizowany jest festiwal muzyczny.
RUINY ZAMKU ZE MNĄ
inne ujęcie ruin. Te dwa widoczne okna z szybami to wyremontowane sale ślubów. Kto chce ślub w fajnej i trochę tajemniczej scenerii, a stać go aby zapłacił trochę więcej, 5000 koron czeskich. Około 800 zł. Poza tymi pomieszczeniami zamek jest w tzw. konserwowanej ruinie.
zamek Okori
Zamek zbudowany przez Karola IV
Jechaliśmy do tego zamku z Kladna . Deszcz padał od rana ale jak sie zaplanowało wyjazd to trzeba się tego planu trzymać. Kierując się tę zasadą rano pojechaliśmy prawie 100 km na Karlstein. Zamek ma swoją legendę. Jedna z ładniejszych piosenek Heleny Vondrackowej spiewała jest o tym zamku i wykonywana na tym zamku.
Dojazd okropny w tym dniu był . Deszcz lał cały czas. Okna zaparowane, drogi wąskie i pod górę i z góry . Jakoś szczęśliwie po dwóch godzinach dojechaliśmy do miasteczka Karlstein .
Miasteczko a w oddali zamek w swojej całej krasie.
Miasteczko nastawione i żyjące głownie z turystów odwiedzających ten Zamek. Bardzo dużo barów i restauracji. Ładne i zadbane . Parking samochodowy oczywiście płatny i leżacy dosyć daleko od celu naszej wyprawy tzn zamku. Daleko dla mnie-moje nogi maja bardzo marną kondycję . 25 lat temu miałem wypadek samochodowy i skutki tego wypadku odczuwam do dzisiaj .
tutaj odpoczywam
Pod górę i to dość stromo podeszliśmy do bram zamku . Tu niespodzianka i to przykra. Zamek dzisiaj nieczynny bo to poniedziałek . Od jutra czynny juz będzie codziennie ale dzisiaj jeszcze nie jest sezon. Mimo naszych próśb --z daleka przyjechaliśmy przeciez załoga zamku tzn obsługa była nie do zdobycia. Podobny zawód spotkał jeszcze kilka osób ktore do zamku podeszły razem z nami . Tak że nie zwiedziliśmy zamku Karstein . A szkoda.
Wracając przejeżdżalismy koło tzw wielkiej Ameryki -- krajobrazu troche podobnego do krajobrazów z amerykańskich westernów .
ZDJĘCIE ROBIONE Z OKNA SAMOCHODU --pogoda była w tym dniu fatalna.
Poniżej na dnie kanionu jest piękne jezioro . Jest to bardzo blisko Zamku na Karsteinie .
tak to wygląda --zdjęcie niestety nie jest moje -- www. chwytajdzień.pl
To by ostatni dzień lipcowego pobytu w Kladnie i jego okolicach. Następnego dnia rano pojechałem do Polski. Nawigacja poprowadziła mnie bocznymi drogami tak aby nie wjechać na płatne odcinki drogi, po czesku DALNICY ALBO SILNICY. Miałem zatem okazje zobaczyć czeskie miasteczka i wioski . Dawniej nie zwracałem na to uwagi ale od czasu gdy byłem w Hiszpanii zwracam uwagę na zagospodarowanie okolicy klomby, kwiaty. Mijane miasteczka przynajmniej od frontu bardzo ładne i zadbane. Wracając natrafiłem na roboty drogowe. Zero informacji o objazdach . Gdyby nie to że po czesku jednak trochę mówię i rozumiem miałbym bardzo duże problemy ze znalezieniem drogi. Wracając przez dobre 30 km jechałem przez teren Niemiec , ale w okolicach Bogatyni wjechałem na teren Polski . Byłem prawie że w domu . Późnym popołudniem przyjechałem do Murzynowa.





















Brak komentarzy:
Publikowanie komentarza