czwartek, 27 sierpnia 2020

RAPORT POSZUKIWACZA - część druga

 

sobota, 14 listopada 2015

RAPORT POSZUKIWACZA II

12.11.2015





CO SIĘ WYKOPUJE.


Na terenie gdzie ja chodzę z wykrywaczem  nie ma zbyt wielu atrakcyjnych fantów. Teren wiejski głownie, uboga ludność tu musiała mieszkać i za czasów Pruskich czy Cesarstwa Niemieckiego. Na polach trafiają się guziki, drobne monety, czasami medalik. I setki  nakrętek po wódce, wiele obłamanych aluminiowych sztućców, wszelkiego rodzaju druty aluminiowe czy mosiężne. Kawałki blaszek Bóg wie od czego i często elementy harmonijek ustnych.  Skąd to się bierze na polu ?? spyta ktoś . Ja też zadawałem sobie dwa lata temu podobne pytanie. Takie pytanie zadają mi znajomi.  


W ubiegłym stuleciu szczególnie do lat 60 nie było na wsiach kubłów na śmieci. Prawie każdy mieszkaniec miał jakieś gospodarstwo, zwierzęta hodowlane. Chociażby kury. Chodził ten gospodarz po obejściu. Czasem zgubił ówczesnego grosika czy dwa. Czasem grubszy nominał. Kobiecie spadł pierścionek, broszka się odpięła, spadł naparstek. Wszystko to leżało na podwórzu gdzie często centralnym punktem był gnojownik. Gospodyni zamiatała wszystko do gnojownika.  Przychodziła pora nawożenia. Obornik wraz ze wszystkim co w nim było trafiał na pole i tak było przez kilka stuleci.  Nie ma się co dziwić zatem że na polu obok siebie leżą monety z lat XVII, XVIII i XIX wieku. Oczywiście dużo fantów zostało zgubionych na polu przez pracujących rolników. Trzeba jednak pamiętać że uprawa pola trwała najczęściej około 400 lat. Przewinęło się przez nie  8 pokoleń mieszkańców określonego rejonu. I jeszcze jedno. PO wojnie wchodząc do opuszczonych domów i zabudowań repatrianci często wyrzucali właśnie do gnoju drobne niemieckie przedmioty do których z zrozumiałych względów czuli nienawiść. Tak do obornika trafiły odznaczenia, medale  i drobne przedmioty z symbolami  swastyki. Miejscami gdzie można znaleść  monety czy guziki są też dawne szlaki handlowe, drogi i trakty. Porównując mapy obecne z tymi z przed 100 lat zauważymy że często te obecne drogi pokrywają się z tymi z przed wieku. Na obrzeżach tych dróg często można znaleźć wykrywaczem ładne fanty.

Po polach  chodzi się najczęściej za dnia. Czasami jednak wygodniej jest chodzić w nocy. Jest to fajne uczucie i sporo osób tak chodzi. Ja chodziłem ze względu na tegoroczne upały. Chodzenie za dnia w niektórych dniach było niebezpieczne dla zdrowia. 



W zasadzie wszędzie znajdziemy łuski. Nie wiedziałem, że łuski są oznaczone i że można na nich odczytać i rok produkcji, jak i rodzaj broni z jakiej pociski były strzelane. Często wykopujemy pociski z muszkietu, kule ołowiane z muszkietów jak i kulki od szrapneli. 

312 kilometrów grozy.

 

czwartek, 28 stycznia 2016

312 km GROZY







Jadę. Do przejechania mam ponad trzysta km. Dla zawodowego kierowcy, dla młodego kierowcy nie jest do dużo. Dla mnie trochę uciążliwe. Ale jadę. Trza to trza. Pogoda ładna, jak na  koniec stycznia ciepło - 10 stopni na plusie. Spokojnie, z trzema chwilowymi przystankami to 5 godzin jazdy.  Ja jadę najczęściej z prędkością 80-90 km /godź.  Godzina 8.17 jak wsiadam do samochodu. Przed tym jeszcze kawa. Radio podaje komunikat dla kierowców. Objazd na trasie do Warszawy. Czołowe zderzenie. Wyprzedzał młody kierowca na ciągłej linii przy zakręcie. Nie żyje. Przesrane. Mój Ford ma kilkanaście lat. Dochodzi do pełnoletności. Naprawiany jak tylko coś nie działa. Olej dolany, płyn do spryskiwaczy również (ostatnio zabrakło). Zatankowany 25 litrami benzyny - z palcem w nosie ma przejechać te 320 km.  Mijam Pniewy. Trochę siąpi  Mam za sobą 50 km - przed jeszcze 250 km. Przede mną ciągnik i dwa auta. I zakręt. Wlecze się. Jedziemy w kolumnie. Za mną  kilka aut.  Wszyscy 30 km na godzinę. Jak długo ten  traktorzysta chce jechać tą drogą?? Dlaczego kur... akurat teraz.  I nagle w lusterku widzę. Jest. Kandydat do komunikatu radiowego i statystyk.  150 na liczniku. To tak na spokojnie. Zbliża się. Widzę w lusterku. Z naprzeciwka też. To już widzę bez lusterka. Wjeżdża w lukę przede mną. Brakuje z 50 m do spotkania. Muszę przyhamować. Kretyn pierdo.......



Serce trochę mocniej biję. Ręce zaciskają się mocniej na kierownicy. Mija 100 km jazdy. Czas rozprostować kości. Słowem 10 minut przerwy. Kawa z automatu na stacji ORLEN. 400 ml - po cholerę tak dużo. Cena z kosmosu - 8 zł za kubek. Kawa dobra ale zdecydowanie jej za dużo. Zostawiam część kawy w kubku.  W końcu jeszcze 200 km do celu. Ruszam dalej. Przedemną TIR za nami TIR. Marne, stresujące towarzystwo. Jadę 80 km na godzine. Droga trochę mokra,  wyprzedzające mnie samochody zostawiają na szybie brudną mgłę. TIR za mną coraz bliżej. Trąbi, daje znaki światłami. Jedzie w odległości 1,5 metra za mną. Co się dzieje? Złapałem gumę.?? Odpada mi koło??. Palą się hamulce?? Mam może otwarty bagażnik.?? Co ta pierd.. ....wa chce??. Rejestracja nie polska. Chyba litewska. ?? Zwalniam i przesuwam się do prawej krawędzi jezdni.  Wyprzedzaj mnie i jedź w jasną cholerę - myślę. Z przeciwka cały czas ktoś jedzie. Przyspieszam do 90 km, potem do 95 km na godzinę. Ten palant cały czas 1,5 metra za mną.






Jako żywo, przypomina mi się pierwszy film Spielberga - Pojedynek na szosie. Mija 5 godzina jazdy. Jeszcze ze 30 km i jestem na miejscu. Następna podobna trasa za tydzień. Może wtedy będzie ciepło i słonecznie. Ale najprawdopodobniej trochę będzie jak zwykle przypominać rosyjską ruletkę.

RAPORT POSZUKIWACZA część pierwsza

 

roda, 11 listopada 2015

RAPORT POSZUKIWACZA 1


10.11. 2015  rok


na łące

  Wieje. Jest ciepło, ale wieje jakby się ktoś powiesił.  Ale nie pada, czasem kilka kropel. Nie ma wymówek. Trza na pole. Trzeba szukać "skarbów".  Szaleństw nie było. Wykopałem ze 100 dołków, zasypałem dokładnie tyle samo co wykopałem. Zasada poszukiwacza na polu, łące  czy lesie. Zakopuj za sobą dołki. Nawet te małe. Zakopuj tak aby po tygodniu nikt nie zauważył że tutaj byłeś. Wykopałem łuski od pepeszy. Fajne z 1944 roku. Pierwszych piętnaście cieszyło. Potem już  trochę mniej. Trawa na łące zbita. Trudno przebić się przez nią szpadlem. Staram się kopać na łące tak: cztery uderzenia łopatą i wykopuje kostkę ziemi z darnią. Sprawdzam kostkę - nie ma sygnału. Zatem  kopie dalej w miejscu gdzie już nie ma darni. Wykopane dwie  saperki ziemi. Sprawdzam . Jest sygnał. Rozgarniam ziemię. Kula od muszkietu. Fajnie.
Nie zawsze jest fajnie. Sprawdzam. Następna nakrętka  od butelki po wódce. To już 30 w dniu dzisiejszym. Pod nosem ku...... wa. Albo i nie pod nosem. Trochę już i ręka boli od dwugodzinnego machania.  Sygnał. Stały wyraźny niezanikający . Cztery ruchy łopatą. Kostka  ziemi z darnią. Sygnał w kostce. Otrzepuje kostkę o ziemię. Sprawdzam. Sygnał na trawie. Znaczy coś metalowego odpadło od kostki darni z ziemią. Przeczesuje ziemię ręką. Ciemny krążek. Jest. 1 pfennig 1862 rok.  Ładny, czytelny i wyraźny. Wart może z 5 zł, ale dla mnie to skarb. Wcale mnie już ręka nie boli. Jakoś przeszło.  Muszę jednak poskromić zapędy poszukiwacza. Godzina szukania, piętnaście minut przerwy. Piętnaście minut siedzenia  w samochodzie  z miarę możliwości  chorą nogą u góry.  Kiedyś tego nie zrobiłem. Chodziłem kilka godzin non stop. Potem nie potrafiłem z bólu wejść po schodach do domu a jak już wszedłem  i siadłem nie dałem rady wstać. Traktowałem oparcie krzesła jak balkonik i przez trzy dni tak chodziłem za potrzeba i aby zrobić sobie kawy. 

Nie był to oczywiście mój pierwszy wypad na pole.  W zasadzie od wiosny  w miarę  możliwości często staram się pochodzić po okolicy. Od czego się to poszukiwanie skarbów zaczęło. ?? 
Paradoksalnie - terapia odchudzająca.  Dwa lata temu po wylewie przestałem przerażony strachem o swoje zdrowie  palić papierosy. A paliłem sporo . Czterdzieści papierosów dziennie najczęściej robionych z byle jakiego tytoniu.  I wylew. Powrót ze szpitala i decyzja o niepaleniu. Nie było decyzji o tyciu, ale za kilka miesięcy miałem wagi o 10 kg więcej. Dla moich połamanych nóg nie była i nie jest to dobra informacja. Rower?? Takie bezproduktywne jeżdżenie. Bieganie  ? . Od 35 lat nie umiem. Spacery i kijki. Tez bezproduktywne. I znalazło się. Chodzenie z wykrywaczem po polach, drogach lasach itp. Przyjemne, gwarantujące dosyć szeroki zakres wykonywanych ruchów. (skłony, obroty w półosi, przysiady, prace siłowe - kopanie) Ciekawe. To było i jest to !!!!.

Z wykrywaczem chodzę już drugi rok. W tym roku kupiłem nowy i lepszy. Poprzedni nie zdawał egzaminu - nadawał się dla poszukiwacza złomu. Każdy wypad w pole kończył sie przewiezieniem kilku kilogramów złomu stalowego. Oczywiście trafiały się i monety, czasem ładne guziki ale było to rzadko. 
W tym roku na wiosnę odłożyłem trochę pieniędzy i kupiłem ACE - 250 wykrywacz bardzo popularny, stosunkowo niedrogi .  Zwany popularnie ze względu na swój jaskrawy kolor Kanarkiem.
Pierwsze wyjście w pole i kilka monet w bardzo rożnych stanach w kieszeni a dokładnie w specjalnym pudełeczku. Pudełeczko z wilgotnym od oliwy wkładem . Moneta wyciągnięta z ziemi błyskawicznie reaguje na zwiększony dostęp tlenu i pokrywa się nalotem. Dobrze ja nawilżyć aby zapobiec dalszemu utlenianiu.

Od dłuższego czasu wszędzie gdzie jadę autem zabieram wykrywacz, łopatę i plecak :). Tak samo było podczas wyjazdu nad morze.  Tradycyjnie pojechałem do Pobierowa . Znajomy camping, blisko do morza. Tym razem pojechałem z namiotem. 



Kapelusz kupiłem w Pobierowie. Przydał mi się w bardzo upalne dni jak chodziłem po polach


W lodziarni samoobsługowej
Jak byłem w Hiszpanii tam jadłem pierwszy raz lody z samoobsługowej lodziarni.  Nie spodziewałem się że w Pobierowie spotkam  zupełnie podobną.

Pogoda tym razem nie dopisała. Całe lato było gorąceale akurat te kilka dni mojego pobytu było chłodne. Niemniej jednak z wykrywaczem poszedłem na plaże. Późnym, bardzo późnym popoludniem byłem raz. Uzbrojony w latarke czołową. Nocny poszukiwacz. Bardzo mi sie to podobało jakkolwiek niepewny reakcji otoczenia szedłem z uczuciem skrępowania.




Za kilkadziesiąt minut zrobiło się ciemno. Od morza widać było poświatę zachodzącego słońca, przy brzegu białe grzywy przybijających do brzegu fal. Noc bezksiężycowa, ciemno jak w piekle. I ja z wykrywaczem. Poezja. Jedyne światło to punkt z latarki czołowej. Wyglądałem na tej plaży jak kosmita. Znalazłem tej nocy srebrny łańcuszek i kilka monet 5 zł, kilka 2 zł. W sumie ze 30 zł. Ale nie to było istotne. Atmosfera niesamowita. Będę w przyszłym roku mam nadzieję ze dwa tygodnie.  Może już busem przerobionym na Kamper.  :)

3 komentarze:

  1. No cóż, przekonał mnie Pan. Kupuję wykrywacz. Mieszkam w dobrym miejscu do takich poszukiwań.

    Odpowiedz
  2. To jest bardzo fajne zajęcie jak się ma trochę czasu i nie ma Bóg wie jakich oczekiwań o wykopkach. Trzeba cierpliwości i zacięcia. Ale zajęcie zdrowe i ciekawe. Trzeba zachować rozsądek przy niewypałach. :) Życzę powodzenia

    Odpowiedz
  3. Ja już 5 lat chodzę, wspaniałe hobby, szkoda że nielegalne w tym chorym kraju, trochę stresu kosztuje ale nigdy się nie nudzi. Na odchudzanie idealne, 4h w lesie to tyle spalonych kalorii co godzina ostrego biegania, kilogramy spadają, brzuch znika, poznajesz historię, stajesz się ekspertem od starych monet (sprawdzasz wszystko w necie o każdej znalezionej). Hobby idealne

    Odpowiedz

PROJEKT PORTUGALIA -czyli podróż kamperem ( plany)

 

PROJEKT PORTUGALIA - DRUGIE PODEJŚCIE

         

PLANY

         
  Drugi raz planuje wyjazd wokół Europy. Pierwszym razem po próbach kilku następujących po sobie noclegów w Fordzie Eskorcie stwierdziłem że byłaby to ostatnia moja podróż w życiu. Z uwagi na brak miejsca w samochodzie   taka podroż może być realizowana na dwu trzy dniowe wypady przy bardzo dobrych warunkach pogodowych. Nie ma gdzie zabrać jedzenia, ubrania w większej ilości. Ugotowanie herbaty, zrobienie jedzenia czy nawet pobyt przy złej pogodzie jest bardzo uciążliwy. W sytuacji gdy planuję podróż kilku miesięczną potrzebuje nieco komfortu, miejsca na wypoczynek, umycie się. Ciepło zarówno we dnie jak i w nocy i bez opadów. Tym razem zamierzam pojechać Busem przerobionym na Kamper. Trasa podobna do ubiegłorocznej. Tzn. z Polski do Portugalii jadąc południem Europy, powrót poprzez północną ,Hiszpanie , Francję , Niemcy do Polski.
Plan jest taki : przejeżdżam miesięcznie kwotę 700 - 800 zł co stanowi 190 euro. Drugie 600 zł przeznaczam na zakup jedzenia, gazu do kuchenki. Ropa kosztuje średni 1,25 euro tak że starcza mi na 150 litrów ropy. Zużycie paliwa w tego typu samochodach ( do 5000 zł) jaki chciałbym kupić to średnio 8 litrów na 100 km. Za 150 litrów przejadę około 1900 km tzn. średnio 65 km dziennie . Jako że do przejechania mam prawie 12000 km podróż powinna mi zająć 190 dni tzn. 6 miesięcy z kawałeczkiem. Dlatego też potrzebuję samochodu wygodnego w którym mógłbym w miarę wygodnie przeżyć te 6 miesięcy. Oczywiście obliczenia wstępne liczone bardzo " na okrągło" ale oddają skalę przedsięwzięcia.



Finanse



To jest najczarniejsza strona tego przedsięwzięcia. Pieniądze  na wyjazd z bieżącej renty, trochę może z rodzinnego sponsoringu miał bym. Pieniądze na przegląd ewentualne drobne remonty przed wyjazdem i na adaptację mam odłożone. Pozostaje   drobiazg :). Trzeba kupić w miarę fajnego i niedrogiego busa a najlepiej gotowego kampera nie różniącego się specjalnie od busa.
Tutaj liczę na pomoc portalu "POLAK POTRAFI"
Ludzie pomagają  w przedsięwzięciach  epokowych ( przepłynąć kajakiem przez Atlantyk, zjazd na nartach z Himalajów i podobne ekstremalne wyprawy. 
Moja planowana podróż wydaje się mało atrakcyjna, dla niektórych może wręcz nudna.  Ale chciałbym tą podróżą udowodnić że za 1300 zł miesięcznie można  przeżyć miesiąc i zwiedzić bardzo dużo.  Nocować będę w miejscach niezbyt popularnych . Małych miasteczkach, wioskach.  Po takiej podroży będę mógł służyć pomocą wszystkim seniorom  chcącym pojechać w podobną podróż. Oczywiście wszystkim pozostałym też. 


07.11.2015 



Zmiana planów. Zmiana o tyle że nie kupuję busa i przerabiam go na Kamper tylko kupuję gotowy tzn. przerobiony z Busa Kamper. Ze względu na cenę najprawdopodobniej będzie to dosyć wiekowy samochód, ale na inny mnie nie stać. I druga zmiana. Próba generalna to wyjazd tym Kamperem po Polsce.  Jako że mieszkam w woj Lubuskim najmniej znam  tereny Polski wschodniej. Nigdy tam nie byłem. Cena Kampera do 6000 zł . Zaczynam szukać na początku stycznia. 

22.04.2019 

Wyjazd na około Europy nie doszedł do skutku.  Koszty,  zdrowie, zmiana sytuacji życiowej :) na lepsze. 

27.01.2022 
Następne kilka lat mija. Ze zdrowiem już nie tak fajno jak jeszcze kilka lat temu. Teraz plan jest taki - kilka wyjazdów tanimi liniami lotniczymi. I adaptacja samochodu  VW Sharan na takie do tygodnia wyjazdy w plener czy na krótkie wycieczki. 

WSZYSTKO DO DUPY

 

poniedziałek, 27 czerwca 2016

NOGA, BREXIT i WYKOPKI. WSZYSTKO CHUJ.

Mnie to już tak prawdę mówiąc trochę mniej to wszystko obchodzi. Myślę tu o polityce, politykach i sondażach poparcia. Niech sobie młodzi 20-40 letni wybierają. Jak na razie to wybrali PIS i Kukiza  i jak czytam tym ugrupowaniom rośnie poparcie. Trafiłem na FB na strony niepopierające KOD - u delikatnie mówiąc. Na strony nie popierające emigrantów-też delikatnie mówiąc. Czytałem i myślałem że w domu jakbym miał udzielić gościny to chyba tym emigrantom było by bezpieczniej.  Jaka z tych wpisów bila tępota, chamstwo, brutalność. Rzygać się chce. Walczę od tygodnia z zakażeniem kości które się uaktywniło po 25 latach spokoju. Teraz jest to ból, zmartwienie i nieprzespane noce. To mnie głownie interesuje na dzień dzisiejszy. Walczę z organizacją dnia tak abym miał posprzątane, pozmywane jednocześnie chodząc jak najmniej. Dzięki sąsiadom mam zakupy i zrobiony obiad. Boli mnie, że mało kogo to obchodzi.

Bardzo mnie wkurza fakt że szukanie z wykrywaczem "meteorytów" po polach, lasach i łąkach muszę na razie odpuścić. Plany wyjazdu nad morze na nocne szukanie po plażach zgubionych monet i biżuterii też.
Pozostały kaktusy. W tym roku kwitną pięknie. 

W Polsce zrobiło się jak czasem w moim życiu. Jak się pieprzy to na cały gwizdek. Wyjście z Unii Europejskiej Zjednoczonego Królestwa Brytami  to nieszczęście. Już widzę jak powoli strefa Schengen się skończy i skończy się podróżowanie po krajach Europy.  Mogła ekipa Tuska mimo oporu społecznego wprowadzić EURO. Nie wprowadziła. Polska będąc pod innymi rządami teraz miała by szanse w tym bałaganie bardziej się wtopić w struktury Unii Europejskiej. Ale z Polska z takim rządem nikt nie będzie rozmawiał o pomyśle na Unię po brexicie. Zostaniemy wypchnięci na tzw. odległe tory przy oczywiście całych gębach frazesów o przyjaźni. Tak się mści nieprzestrzeganie Europejskich Norm. Tak się zemści nasze tzn. Rządowe wypięcie się na kłopot Unii Europejskiej zwany Emigranci. Nie moje to już zmartwienie. Rentę mam tak niską że chyba jej bardziej mi nie obetną. Ode chciało mi się po 40 latach interesować polityką. Pieprzę tą politykę, PIS, PO i wszystkich pozostałych . Wypowiedzi niektórych doprowadziły mnie do stanu że gotuje się we mnie i ciśnienie rośnie. A po udarze jestem . Zatem koniec. Teraz zdrowie, spacery, kolekcjonowanie, poszukiwania meteorytów  jak pozwoli zdrowie i pieniądze, podróżowanie. Puki co to patrzę na opuchniętą nogę i mam nadzieję że się uda ją w miarę szybko wyleczyć.

BERLIN PO RAZ DRUGI

 

BERLIN PO RAZ DRUGI - STARY MIASTOWY WYGA


W maju 2016 roku pojechałem do Berlina po raz drugi. Tym razem poza głównym tematem -odwiedziny u syna i synowej było wyjście w sobotę na jeden z popularnych w Berlinie fromarków i zobaczenie ,dotkniecie słynnego Berlińskiego Muru. Interesowały mnie monety niemieckie z czasów od Brandenburgii po monety NRF I DDR.


Pomnik Neptuna - Berlin koło Aleksander platz
tym razem nie czułem się jak wieśniak. Wiedziałem gdzie jechać , jakim s -bahenm , jaki bilet kupić, gdzie wysiąść. Wbrew pozorom to bardzo ważne. Czułem się prawie wcale nie zagubiony. Wysiadłem na Aleksanerplatz.  Wiedziałem już że na jednym bilecie z metra mogę jechać tramwajem kilka przystanków. Przyjechałem też do tego Berlina aby zobaczyć jak takie wielkie miasto wygląda mając w swojej społeczności kilkaset tysięcy emigrantów o innym niż nasza kolorze skóry. I faktycznie. " Przygoda " z emigrantami zaczęła się już w pociągu po przekroczeniu granicy. Na trzeciej chyba stacji już na terenie Niemiec do "mojego" wagonu wsiadło kilku młodych śniadoskórych mężczyzn . Jeden, zaraz po tym jak ruszył pociąg poszedł z torbą do toalety. Ja czytałem książkę i kątem oka obserwowałem co się dzieje. Oczywiście pierwsza myśl, terrorysta w WC podłożył bombę. Jak wszedł tam za moment drugi śniady młody kolega  to już się zaniepokoiłem. I w końcu sam poszedłem sprawdzić czy jakiegoś pakunku tam nie ma.  " Terroryści" wysiedli a ja się pół drogi śmiałem sam z siebie. Na Aleksanderplatz   to co zwróciło moją uwagę to ryksze koło wieży widokowej. Młodzi chłopcy z rykszami czekający na turystów. Ja wychowany z socjalizmie, czytałem w gazetach o tych okrutnych kapitalistycznych grubych burżujach którzy właśnie w ubogich Indiach , czy Wietnamie wykorzystują swoją burżuazyjną przewagę i za grosze biedni tubylcy  wożą ich wypasione cielska.  A tu proszę. W Berlinie mogę wsiąść sobie do takiej rykszy i robić za burżuja. Świat się strasznie przez te 40 lat zmienił.
ryksze na Aleksanderplatz

 W porównaniu z tym co było zimą wejście do wieży widokowej na Aleksanderplatz było obstawione policją i przez specjalny namiot trzeba było przejść z kontrolą bagażu podręcznego  aby dostać się do wieży. Mnie starego, siwego skontrolowano bardzo pobieżnie, w końcu na terrorystę nie wyglądam , ale niektórych sprawdzono zdecydowanie bardziej dokładnie. Na samym placu głośna muzyka, piwo i grupy ludzi śpiewających. Akurat to chyba kibice z Turcji  świętowali jakieś wydarzenie sportowe. Słowem hałas, kolorowy tłum przechodzacy z jednej do drugiej strony placu. Murzyni , arabowie, skosnoocy Wietnamcyzcy. No i oczywiście europejczycy w większości Niemcy. Wszyscy uśmiechnięci.  

NIE DEPTAĆ TRAWNIKÓW.


Jedną z zapamiętanych prze zemnie opowiadań o zgniłym i złym zachodzie jakie słyszałem to informacja że u nich można na przerwie śniadaniowej w  pracy wyjść na pobliski skwer, wyjąć kanapkę i zjeść odpoczywając na kocu. Jak to. ? W mieście!. Na trawniku ? !. Niemożliwe.
A jednak. W Polsce ten absurdalny przepis zniesiono w 2010 roku. Ja nawet teraz czułbym sie niezręcznie leżąc na kocu  na trawniku w środku np Wrocławia. Komunistyczne przyzwyczajenia. W Berlinie. Żaden problem.

Zdjęcie zrobione na wyspie muzeum. W najbliższej okolicy inne muzea i synagoga. Pełny luz. Najczęściej młodzi ludzie siedzą sobie na trawie, niektórzy popijają jakieś piwo.  Jest bardzo ciepło.
Pływają  statki wycieczkowe, na straganach mozna kupić odznaki armii radzeckiej ( podróby).



Następnego dnia wykupuję całodzienny bilet metra. Kosztuje 5,70  euro i jeżdżę sobie metrem od stacji do stacji. Wychodzę na zewnątrz, oglądam najbliższe okolice i wracam do podziemia stacji.  Tak miasto zwiedzam pierwszy raz.  Jakie wrażenia.?
W Berlinie bardzo wielu rowerzystów. Rowery  raczej stare, podniszczone. Ponoć Berlińczycy maja po dwa rowery. Taki codzienny, który jak zostanie skradziony to strata nie duża i nowy ładny i drogi na weekendowe czy wakacyjne eskapady. W każdym razie rowerzystów bardzo dużo. 
W bardzo wielu miejscach możliwość pożyczenia roweru w takich automatycznych samoobsługowych wypożyczalniach. Rowery dosyć specyficzne , tak że raczej do kradzieży z myślą o odsprzedaniu się nie kwalifikują.  Ale to że rowery można w Berlinie wypożyczyć na przemieszczenie się z jednego miejsca w mieście do drugiego to jest już normalne w wielu miejscach w Polsce  i nie robi wrażenia, to na mnie wypożyczalnia takich elektrycznych  pojazdów na dwóch kolkach. Segway się to coś nazywa. Jeździć na tym Segwayu mogą chyba tylko akrobaci  ale widziałem osoby jeżdżące. Poruszają sie dużo szybciej niż piesi.  Dobra . Rowery i segwaye można pożyczyć w Berlinie. Ale dużym zaskoczeniem było dla mnie fakt że można też wypożyczyć samochody . Wypożyczalnia samoobsługowa. Jak rowery. 


Samochód czekający na wypożyczenie. Prawda że niesamowite. ?
Ile to kosztuje? 30 eurocentów za minutę, wychodzi 15 euro za godzinę albo jak na cały dzień to 54 euro. Jak dal nas  w Polsce nie jest to tanio, dla pracującego mieszkańca Berlina chyba wcale nie tak drogo. Dla rencisty w Polsce -MASAKRA.

Ulice w Berlinie zatłoczone są znacznie ale chyba nie aż tak jakby na to mogło wskazywać 4 milionowe miasto.  Połączenia komunikacji publicznej tj tramwaj, metro i kolejka naziemna są tak mocno rozbudowane i tak częste że poruszane się po mieście nie stanowi żadnego problemu. Posiadanie samochodu wskazane jest przy wyjeździe poza Berlin. W samym mieście moim zdaniem zbędne.  Co było jeszcze fajne ? i dla mnie nieznane. Automt do robienia zdjęć z widoczkiem w tle. Do robienia pocztówek indywidualnych.

Fajne ale nie widziałem aby ktoś korzystał. 
I automaty  pierwszej pomocy . Stoją na stacjach metra. Dla mnie naprawdę bardzo dobry pomysł. Chyba mając na niektorych przystankach i dworcach w Polsce taki automat czułbym się bezpieczniej. 
Wygląda to tak :


na samym dole guziczek aby mógł z automatu skorzystać też osoba jeżdżąca na wózku.  Bardzo to fajne jest i wygodne.

MUZEUM TECHNIKI W BERLINIE

Po pierwsze. Zdecydowanie niedrogie.  Po drugie. Zajęcie na cały dzień.  
Ostatnio widziałem  dużo rożnych muzeów. To w Berlinie - Muzeum Techniki było jednym z najciekawszych.   Eksponatów jest tu strasznie dużo, działow techniki też. Co zapamietalem najbardziej.? To co widziałem pierwszy raz w życiu. Wagon do przewożenia żydów  do obozów koncentracyjnych. Oczywiście wagon byl odrestaurowany, inaczej nie doczeka by do czasów dzisiejszych  ale wnętrze tego wagonu było okropne.  


Wagon cesarza Wilhelma II. Dużo lokomotyw z wieku XVIII i XIX wieku.




widok wnętrza wagonu z XIX wieku II i III klasy
Ale lokomotywy i kolejnictwo nie są najbardziej atrakcyjnymi eksponatami muzeum.  Dal mnie najciekawsze były eksponaty z dziedziny filmu i fotografii. 

awatar

Radio z adapterem 

Pierwsze aparaty fotograficzne, powiększalniki . W sumie jestem  w takim wieku że czasami zaczynam widzieć  przedmioty ktore używałem w swoim życiu jako przedmioty muzealne. ZGROZA. Inna sprawa że czas teraz strasznie szybko biegnie. 

Adapter z lat 70

TO co w latach 60 było osiągnięciem techniki w roku 2010 jest eksponatem muzealnym.  Tak było z wystawą radiowa telewizyjną w tym muzeum. Ale powracając do ekspozycji muzealnej. Pierwsze pseudo filmy . Kilkadziesiąt fotografii robionych co kilka sekund zmontowane obok siebie i puszczone robią wrażenie ruchu. I tak w muzeum zobaczyłem ten ruch pozorny po raz pierwszy. Super. Innym  nawet nie eksponatem, ale takim obrazem przestrzennym była głowa człowieka -sprawiała wrażenie żywej. Taki przestrzenny obraz jak ogląda sie czasem na filmach SF albo w bajkach.  Nazywali to jako AWATAR. 
Zachęcam wszystkich jadących do Berlina do zwiedzenia muzeum techniki.

MUR

Tajemniczy. Okropny mur. Relikt zimnej wojny. Świadek śmiertelnych postrzeleń uciekinierów  DDR.  Tam za murem był inny świat. Inne bogate Niemcy. Bogaty zachód. 
Mur w dniu dzisiejszym ten który ja widziałem nie ma nic wspólnego z tamtym.  Nie ma kawałka muru który byłby w takim samym stanie jak w czasach zimnej wojny. Wszystko takie skomercjalizowane pozbawione realiów tamtych lat. Uważam że powinien być 50 metrowy chociaż kawałek muru z otaczającym je ziemią niczyją tak jak było to przed laty.  Brak kompletnie patosu z tamtych lat. Tak jak Niemcy dbali o historię i udokumentowanie chociażby zniszczeń Berlina w czasach wojny tak w sprawie muru jakoś mieli inną, dla mnie niezrozumiałą koncepcję.






W Berlinie  jest tyle atrakcji, że nie sposób napisać to w jednym poście. Zapraszam do czytania następnych. :)

WARSZAWA

 

WARSZAWA

Warszawę pamiętam z lat 70. Ostatni raz byłem tam w 1978 roku, na wycieczce z zakładu pracy. Poprzednio kilka razy. Pamiętam zburzony pałac królewski, kawałek muru jaki wystawał z zarosli. Miałem wtedy z 10 lat i tata mówił mi, o ile dobrze pamiętam, że władza ludowa nie będzie odbudowywała pałacu króla. Dobrze że ta władza ludowa to już historia. Mówił to z przekąsem, ironią . Tak pisze aby było to jasne.  Dobre dwa lata przymierzałem się do wyjazdu do Warszawy i zwiedzenia jej chociaż w części. A to pieniędzy było mało, a to czasu albo i tego i tego. W końcu wszystko się zgrało i pojechałem.


Wysiadłem w Warszawie na Dworcu Centralnym. Wyjście z dworca i widzę Pałac Kultury. Pamiętam  z przed 30 lat monumentalny, wielki i dostojny budynek. Wszystko do około było małe. Teraz Pałac Kultury wygląda jak jeden z brzydszych budynków. W około wielkie wieżowce ze szkła i betonu. Robią wrażenie. Robią wrażenie szczególnie na mieszkańcu takiej wioski jak Murzynowo. 

Do Warszawy pojechałem zwiedzić muzeum Powstania Warszawskiego  i Muzeum historii Żydów Polskich. Pierwszego spotkanego przechodnia spytałem jak dojechać do Muzeum Powstania a on zaproponował że mnie   podwiezie za 15 zł. Okazało się że to stary Warszawiak i do tego kierowca taksówki. Pojechałem i dzięki temu za kilka minut byłem na miejscu. Na podwórzu muzeum kolejka do kasy ma 100 metrów. W jednym rzędzie stoją 4 osoby. Czekania na dwie godziny. Jest rano i trochę chłodno . 

 Powoli przemieszczam się do kasy.  Po niecałych dwóch godzinach mamy bilety i ustawiam się w następnej kolejce Tym razem kolejka do wejścia do muzeum. Ludzie z kolejki wpuszczani są partiami po kilkadziesiąt osób . Jednocześnie wchodzą grupy zorganizowane takie po 20 i więcej osób. Słowem ścisk. 
Wchodzę. Tłok jak w zatłoczonym tramwaju. Kilka grup obcokrajowców, jakaś grupa z Polski. Przewodnicy mówią głośno, trochę jedni przez drugich. Do każdego eksponatu tłum ludzi . Trudno się dopchać, trudno spokojnie przeczytać o eksponatach czy pooglądać.  W muzeum półmrok i taki przygnębiająca atmosfera. Do tego straszny harmider. Ekspozycja muzealna pokazuje początek wojny. Bombardowanie Warszawy, pierwsze dni okupacji. Dużo jest plakatów okupanta o egzekucjach. Okropne. Ale co mnie  poruszyło?. Plakat nawołujący i zachęcający kobiety do wyjazdu do Rzeszy. Do pracy.  Nie przymusowy wywóz na roboty do Niemiec, ale oferta pracy.  
Dużo zdjęć, dużo dokumentów w gablotach. Trochę karabinów i pistoletów a przede wszystkim hałas i tłok. Wychodzę na zewnątrz. Koniec zwiedzania. 
Pamiątkowe zdjęcie przy replice pojazdu "pancernego" powstańców.


Jadę tramwajem do następnego muzeum. 
Trochę za pomocą informacji od warszawiaków, w dużej mierze dzięki aplikacji Google Maps  na telefonie jadę do Muzeum POLIN - Muzeum Historii Żydów Polskich.
Rewelacja z tymi mapami i planami miast w telefonie. Korzystam w zasadzie pierwszy raz. Trochę mi to nie wychodzi. Nie umiem palcami tak operować aby mapę przesuwać, powiększać czy zmniejszać. Ale po kilku k............... a  zaczynają te operacje wychodzić. Jadę tramwajem, dla mnie to atrakcja. Wysiadam i zmęczony samą perspektywą kilkuset metrowego spaceru siadam na tarasie kawiarni z myślą o kawie i herbacie. 
Zamawiam kawę i herbatę.  Nie ma cukru tylko rodzynki. Idę po cukier. Mimo wielu prób trudno mi zrezygnować z kawy nie słodzonej . Możliwie kiedyś się uda, tak jak z papierosami. Rzucałem kilkukrotnie, zmniejszałem ilość wypalanych papierosów i w końcu się udało.
Malutka kawa, mała herbata zostaje wypita szybko. Idę płacić i tu szok . Czternaście złotych - toż to ponad  3 euro.
Zgroza. Moja renta to 630 zł. 
Idę i o dziwo wcale nie jest to  daleko. Staję koło pomnika Powstania w Gettcie. Obok wielki, nowoczesny przeszklony budynek. Muzeum Historii Żydów Polskich.

Kupuję bilet ulgowy - 15 zł i wchodzę do przestronnego szklanego budynku.


 Pani strażniczka kieruje  do wejścia na sale ekspozycyjne muzeum.  Zapoznanie się z historią żydów zaczynamy od czasów Faraonów. Muzeum z XXI wieku. Bardzo dużo gablot  z komputerami umożliwiającymi czytanie i oglądanie interesujących nasz zagadnień. Na ścianach mapy i zdjęcia obrazujące życie żydów w Polsce  XV wieku i później.  Na podłodze zaznaczony jest kierunek jak iść do poszczególnych sal - kierunek zwiedzania aby było to chronologicznie. Na początku pogubiłem się trochę . Nie zauważyłem tych strzałek. Inna sprawa, że tak jak w Berlińskich muzeach przydał by się ktoś kto by zagubionych zwiedzających pokierował. Chodzę i oglądam. Dla mnie który o żydach wiedział i wie tylko tyle, że bywają ortodoksyjni, noszą często pejsy i takie śmieszne mycki na głowie. Wiem że w okresie II wojny światowej i wcześniej w Niemczech byli mordowani, byli wywożeni do obozów koncentracyjnych i bohatersko walczyli w powstaniu w getcie warszawskim. Czyli bardzo mało a właściwie prawie nic.  Ilość wiedzy która w tym muzeum jest o żydach ich obyczajach i kulturze jest tak duża, że nie jest możliwe wszystko spamiętać. Wyjście do takiego tematycznego muzeum powinno być poprzedzone jakimś przygotowaniem się. Poczytaniem historii żydów, trochę o obyczajach i kulturze. No i należy przeznaczyć na to muzeum  przynajmniej 6 godzin aby spokojnie wszystko poczytać i pooglądać. 



Typowa uliczka w miasteczku.

Co zapamiętałem z tego muzeum. ? Jedną z zasad koszerności. Żydzi nie mogli mieszać  składników pożywienia . Mleka z mięsem. Ale przestrzegali zasady że jeśli 1 porcja mleka pomieszana jest z ponad 60 porcjami mięsa to już jedzenie jest koszerne. Ta zasada 60 powracała przy jedzeniu jeszcze kilkukrotnie.
Te dwa muzea to jest maraton. Plany były inne. Jeszcze przejazd Warszawskim Metrem. Zobaczenie pociągu pendolino. Ale ja już nie miałem sił aby zrobić 100 dodatkowych metrów na stacje metra. Następnym razem myślę to zrealizować. Chciałbym jeszcze zobaczyć  Pałac Prezydencki, Zamek królewski. Mam nadzieję że się to jeszcze w najbliższych dwóch latach uda. Potem to już chyba będę nie za bardzo nadawał się na dalsze podróże. Nogi mnie bolą coraz bardziej. 
Cieszę się że wyjazd do Warszawy doszedł do skutku.