wtorek, 25 sierpnia 2020

WILKANÓW - SUPER AGROTURYSTYKA u ZBYSZKA

 

WILKANÓW -- koło BYSTRZYCY KŁODZKIEJ zaskoczenie na plus

         

Mapka poglądowa. U góry  w lewym rogu Bystrzyca Kłodzka




              Rejony Bystrzycy Kłodzkiej  i ziemi kłodzkiej jako dawny mieszkaniec Wrocławia znałem swojego czasu bardzo dobrze. Bystrzyce Kłodzką odwiedzałem nie raz. W Stroniu Śląskim  jako dorastająca młodzież bywałem na rajdach turystycznych gdy chodziłem do szkoły i byłem piękny i młody. Od tego czasu minęło niestety 40 lat prawie . I po 40 latach pojechałem w tamte tereny.
Dlaczego pojechałem ?.
Zaprosił mnie mój przyjaciel który po latach mieszkania we Wrocławiu kupił posiadłość, ruinę  na wsi właśnie w Wilkanowie. Oczyma wyobraźni widziałem białą chatynkę w kiepskim stanie z piecem kaflowym w pokojach i westfalką w kuchni. Z podłogą wytarta i zniszczona przypominającą bardziej klepisko niż podłogę z desek. Obok  walącą się stodołę.
Ponieważ przyjechałem do siostry  i do Wilkanowa było znacznie bliżej z Wrocławia niż z Murzynowa z chęcią i z dużą ciekawością pojechałem na kilka dni w odwiedziny do mojego dawnego  i dobrego przyjaciela.  To z Wrocławia  około 100 km jest. Pogoda ładna jakkolwiek chłodno, ja w samochodzie wiozłem wykrywacz metali . Popijemy, poszukamy skarbów i na pewno coś znajdziemy. Wszak to teren znaczący historycznie, przez wieki wiecznie coś się tu działo.

Gospodarz i zarazem moj przyjaciel

Był wtorek kiedy wsiadłem rano do samochodu i obrałem kierunek na KŁODZKO.
Fajna pogoda. Po drodze zjadłem  w przydrożnym barze Przyczepie wspaniałą zupę grochową. Taka jak u mamy. Spokojnie z 80 km/na godz za 1,5 godziny byłem w Wilkanowie. GPS  jak po sznurku zaprowadził mnie na miejsce. W Wilkanowie telefonicznie zostałem zaprowadzony na samo podwórko i dojechałem na miejsce . Oczom nie wierzę.  Zobaczcie zresztą sami.

Ogród . Na pierwszym planie 
weranda na grilla i na dobre piwo w fajnym towarzystwie .
w oddali   dom i u góry pokoje gościnne .

Przyznaje że szczęka mi opadła. Kilkakrotnie rozmawiałem  o tym domu  i posiadłości .Jak to jednak się wyobrażenia rozmijają z rzeczywistością.  Byłem i jestem zachwycony. Na dole  mieszkanie gospodarza. U góry pokoje gościnne. Czyściutko. To co mi się rzuciło w oczy. Sterylnie czysto. Ja nie należę do pedantów, ale im jestem starszy tym bardziej zwracam uwagę na czystość w pomieszczeniach. Szczególnie po rogach, w trudno dostępnych miejscach. Zrobiłeś pensjonat na światowym poziomie - pomyślałem. 





to zdjęcie oddaje w części jak tam jest ładnie i przytulnie. Ja przyjechałem sam . Następnym razem przyjadę na dłużej. Gdybym mieszkał we Wrocławiu to byłby często kierunek moich wyjazdów. Sto kilometrów  od Wrocławia to niewiele nawet dla mnie,  ubogiego rencisty. Tak na marginesie. Dziwię się moim dawnym kolegom i koleżankom z Wroclawia . Co prawda dzisiaj to 60 letnie dziadki  i babcie  i chyba duch w narodzie w moim pokoleniu powoli umiera :).
  
aneks kuchenny . 
Spotkanie  fajne. Eliksir którym Zbyszek częstuje gości  też. Ten eliksir to prawie eliksir młodości . Ma dobrego kopa, tak na marginesie. Po nocy spędzonej na Nocnych Polaków Rozmowach  pojechaliśmy rano   w teren.  Zbyszek jako doświadczony turysta i miłośnik gór, a szczególnie rejonu Masywu Śnieżnika i Gór Bialskich mógłby godzinami opowiadać jakie grzyby gdzie rosną w tych górach, jaki szlak jest łatwy a jaki trudny. Ja chciałem odświeżyć wspomnienia . Byłem z Międzygórzu przed 50 laty na wczasach z rodzicami, pozostały urywki wspomnień.


                                                         
                                                         Jedna z willi w Międzygórzu

No cóż . Smutno. Miedzygórze kiedyś za czasów PRL przeżywało chyba swoje najpiękniejsze lata. Pobudowano wtedy lub adaptowano na cele wypoczynku stare wille. Jeździły tu na wczasy całe rodziny z tzw Funduszu Wczasów Pracowniczych  FWP - to dla obecnych  40 latków i młodszych objaśnienie do skrótu. Międzygórze powstało na bazie osiedla drwali. Przed wojną tzn w 1840 rokiem  Miedzygórze zakupiła księżna Orańska żona księcia   Albrechta Hohenzollerna. 
Ona też postawiła podwaliny pod obecne Międzygórze -stworzyła nowoczesny jak na tamte czasy ośrodek turystyczny
Po  wojnie rozwój wczasów pracowniczych spowodował rozkwit Miedzygórza. Stan wg mnie na dzień dzisiejszy jest smutny. Wiele z tych wielkich ośrodków wczasowych popada w ruinę.  Miałem wrażenie że jeszcze kilka lat i zawalą się w nich stropy i dachy. Miejsce robi się przez to trochę tajemnicze. :) Zwiedzając Międzygórze trudno było nie zobaczyć wodospadu . 

Lubię oglądać wodospady i widzieć siłę spadającej wody  Kiedyś może uda się zobaczyć wodospad Niagara . Na razie te mniejsze też uważam za bardzo  ładne.

Wodospad nazywa się Wilczka. Jest to największy wodospad w Sudetach . 
W drodze na wodospad.

Spacer po Miedzygórzu wyczerpał zakończył dzień pobytu. Na następny dzień przewidywane było zdobycie góry Igliczna i zwiedzanie Sanktuarium . 


IGLICZNA 

Niewysoka w sumie górka w Masywie Śnieżnika. Niewysoka ale dosyc stroma.  Zdobywanie tej góry skończyło się dla mnie wjazdem  prawie pod  sanktuarium Marii Śnieżnej. Droga bardzo stroma . Zimą nie odważył bym się tam wjechać i podziwiam kierownika schroniska który tam wjeżdżać musi Godziny wjazdu i zjazdu z pod sanktuarium są określone tablicą informacyjną. Droga jest tak wąska że dwa samochody nie są w stanie się wyminąć . W sezonie grzybowym  w lasach którymi porośnięta jest góra jest bardzo dużo grzybów wszelkiej maści . Z kurkami i prawdziwkami na czele. Tylko kto da rade oprócz mojego przyjaciela skakać po górach i grzyby zbierać. Ja bym po godzinie zbierania w takich warunkach ducha wyzionął. Jemu to nie przeszkadza. Zresztą grzybami marynowanymi byłem co wieczór częstowany.  Ja kierowcą jestem długoletnim przejechałem w swoich 35 latach których mam prawo jazdy i samochód sporo kilometrów, ale te zakręty, stromy wjazd a potem zjazd pamiętać będę długo . Jadąc w duchu myślałem : po jaką ku ..... ja tu jadę . Jeszcze mi życie przecież miłe.

                                         sanktuarium Snieżna Maria na Iglicznej




                                                           widok ze szczytu na Wilkanów

Sanktuarium jest nie duże. Bardzo ładnie utrzymane. Kościółek uroczy. Warto wdrapać się na szczyt lub wjechać . Widoki bardzo ładne . Wycieczka jeśli samochodem to nie zajmie więcej jak dwie godziny.

BYSTRZYCA KŁODZKA 

Być w Wilkanowie a nie odwiedzić Bystrzycy Kłodzkiej to byłaby strata nie do odrobienia.  W Bystrzycy byłem jako dziecko. Mieszkał tam mój wujek. Teraz po 50 latach pojechałem ze Zbyszkiem ponownie.  Zbyszek poszedł do sklepów ja poprzypominać sobie coś z dawnych czasów Mało co z tamtych pobytów pamiętam tak że zwiedzałem w zasadzie tak jakbym był tu pierwszy raz.
Bardziej pochodziłem po mieście . Do muzeów nie zaglądałem, było mało czasu.
Bystrzyca zrobiła się ładna. Odrestaurowane zabytki, mury obronne, baszty itp. Odwiedziłem też ryneczek  gdzie sprzedaję się różne starocie, ubrania, obrazy i Bóg wie co jeszcze. Zawsze jak jest okazja to odwiedzam takie miejsca. 

Zrobiłem kilka zdjęć  z pobytu w Bystrzycy . 


                                                      odrestaurowane mury obronne






muzeum Filumenistyczne ( po prawej) jedyne zresztą w Polsce. Filumenistyka to kolekcjonowanie Etykiet zapałczanych .
Bystrzyca Kłodzka w czasach PRL była bardzo prężnym ośrodkiem  przemysłu drzewnego i produkcji zapałek. Stąd naturalnym jest muzeum Filumenistyczne. 

Poniżej : odrestaurowane baszty RYCERSKA i WODNA




Mury obronne , baszty i inne budowle odrestaurowane są przypuszczalnie dużym nakładem pracy i środków.  Bardzo dobrze bo dla potomnych za niedługo nie pozostało by już nic . 

       Ale pomyślałem sobie że jednak kamienie które w tym murze dotykam nie były położone 500 czy 600 lat temu i zrobiło mi się trochę smutno . Pomyślałem tez że monety które mam z przed 400 lat i więcej ktoś przed 400 lat dotykał, ktoś nimi płacił. Jakby umiały mówić opowiedziały by ciekawe historie być może. Te kamienie opowiedzą co widziały za 200 lat .  Czasem fajniejsze są ruiny z epoki :).
Skończyło się spotkanie ze Zbyszkiem i u Zbyszka. Na pewno będę chciał tu jeszcze przyjechać. Myślę że on wytrwa w zamiarze prowadzenia gospodarstwa agroturystycznego  a to ciężki kawałek chleba. Jakby ktoś chcial sprawdzić na ile prawdziwe jest to co napisałem   odpocząć od zgiełku miasta w miłej atmosferze i czystym powietrzu podaje namiary : strona www. aksamit.agro.pl . 

Wróciłem do Wrocławia . Na następny dzień do Murzynowa.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

ALICANTE - - - TO JEST TO.

 

ALICANTE --- TO JEST TO jak pomyślę to się uśmiecham



terminal lotniczy we Wrocławiu

      DO ALIKANTE  poleciałem w październiku tamtego roku  (2013 rok ). Wtedy nie myślałem nawet o pisaniu bloga zatem relacja jest trochę spóźniona ( ale tylko trochę). Co tu dużo gadać, wszystko było nowe. Zaczęło sie od pobytu na lotnisku we Wrocławiu gdzie kazano wywalić mi duży, drogi dezodorant bo przekraczała jego gramatura 100 ml.. Potraktowano mnie jako potencjalnego terrorystę ( pisze o tym bez złośliwości ) . Oczywiście rozkładanie i składanie potem walizki to był problem Rozbebeszoną walizkę z takim mozołem pakowaną w domu musiałem jeszcze raz spakować tak aby się dopięła.. Bałem się że mnie w ogóle do samolotu nie wpuszczą -w nodze mam blachę grubości ze 4 mm. Ale poszło bez problemu, lepiej niż w Czeskiej Republice na  bramce podczas kontroli, jak pracowałem w fabryce z miniaturowymi układami scalonymi . Tam musiałem na początku tłumaczyć że mam chorą nogę i w nodze mam blachę.

Po odczekaniu dobrych 40 minut  przeszliśmy do kontroli biletów i wsiedliśmy do samolotu : BOEING 737


                                  TAKIM SAMOLOTEM  LECIELIŚMY DO ALIKANTE


Dla tych co często latają wrażenia kołowania i lotu to żadne wrażenia. Ja z zaciekawieniem obserwowałem przez okno manewry samolotu na płycie lotniska. Wielu kompletnie to nie interesowało, tak jak mnie nie interesuje podróż autobusem miejskim .  Pamiętam jak tata mi opowiadał o swoich wrażeniach, jak zobaczył pierwszy raz samochód. Samolot wykołował na pas startowy a potem RURA. Przyspieszył i za moment wzniósł się do góry. Lot jak lot, żadnych rewelacji. Widoki ładne ale po chwili stają się monotonne. Bardzo mi się podobało jak białe chmury zasłoniły ziemię a ponieważ lecieliśmy nad Alpami to z tych chmur wyłaniały się szczyty gór. Widok super. Lot trwał ponad 3 godziny. Zaczęliśmy podchodzić do lądowania i było przez okno coraz bardziej widać ukształtowanie terenu, roślinność. Zobaczyłem palmy, zobaczyłem duże kaktusy. Kaktusy widziałem w Polsce w doniczkach, kiedyś w ogrodzie botanicznym w oszklonym budynku. Tutaj z okien samolotu, na żywo , Palmy  piękne. Jak już byłem w tym Alikante na miejscu,  jak nikt nie widział podszedłem do wysokiej palmy i ją dotknąłem.  Pomyślałem: kurcze dotykam palmę . Dożyłem chwili gdzie normalnie sobie palmy dotykam. Rewelacja.:) TERAZ TEŻ SIĘ UŚMIECHAM PRZYPOMINAJĄC TO SOBIE.


Widok z okna gdzie mieszkałem podczas pobytu w Alikante.

Przyjechałem do Alikante na zaproszenie syna i u niego i jego dziewczyny mieszkałem. Przylecieliśmy z tatą dziewczyny .  Zwiedzałem  Alikante często sam na własna rękę albo razem z tatą Kamili . Syn był w pracy . Jego dziewczyna w szkole. Od syna dostałem na kartce tekst jaki mam mówić na mieście w sytuacji awaryjnej . NO able espaniol.  CO ZNACZY. Nie mówię po hiszpańsku.  Ja w żadnym obcym języku ( oprócz czeskiego )  nie mówię. Pojechałem z planem miasta w torbie i zacięciem, że jakoś sobie poradzę. Poradziłem sobie i byłem z tego i jestem bardzo dumny. Hiszpanie są narodem bardzo pogodnym i bardzo uczynnym. W autobusie spytałem się na migi gdzie mam wysiąść . Pokazałem na planie miejsce w którym  chcę wysiąść i połowa pasażerów autobusu zaczynała mi po hiszpańsku tłumaczyć. W końcu pokazali mi że teraz  "ahora" aora  i wysiadłem. Podczas tego wyjazdu do miasta i podczas następnych stwierdziłem, że w zasadzie wszędzie się jakoś porozumiem. Oczywiście w zakresie bardzo podstawowym i zapragnąłem jeszcze pozwiedzać trochę "świata". Podczas całego zwiedzania było podobnie. Chodziłem z planem miasta - pokazywałem palcem gdzie chcę iść i przechodnie pomagali mi bez żadnego problemu. Nie spotkałem się nigdzie i nigdy z odmową czy brakiem uśmiechu i serdeczności.  Zawsze jak wracałem z wypadów na miasto do domu miałem kłopot gdzie wsiadać do autobusu. W Alikante jest  plac gdzie rozchodzą się drogi do różnych części miasta. Na obwodzie kulistego placu kilka przystanków autobusowych . Nigdy nie wiedziałem z którego wsiadać jadąc do miejsca zamieszkania. Najczęściej obchodziłem wszystkie aż trafiłem na taki z którego jedzie autobus nr 1.

taki nadmorski deptak, wyłożony milionami płytek białych  i czarnych,  w ładny widoczny na zdjęciu wzór.

Drzewa i krzewy na alejkach, placach czy klombach są w Alkikante nawadniane. Do każdego krzaczka podłączony jest ukryty bardziej lub mniej dyskretnie wąż z igielitu chyba trochę wzmacniany gdzie co jakiś czas sączy się woda.

tutaj widać bardzo niedyskretnie rozłożone węże przy sadzonkach chyba  niedawno posadzonych roślinek. Tak generalnie to tych węży aż tak nie widać.  W miejscach opuszczonych lub na nieużytkach których sporo jest w Alkante ziemia jest spieczona , pozbawiona prawie że roślinności. Hiszpanom mieszkającym w południowej części Hiszpanii na pewno podobały by się nasze soczyste zielone  łąki i lasy.


                                                 tutaj nie ma rozłożonych węży nawadniających

GIEŁDA STAROCI

Oczywiście będąc w Alikante odwiedziłem giełdę staroci, taki lokalny pchli targ. Czynny tylko w niedzielę. Dowiedziałem się o nim w sklepie - jednym z antykwariatów . To że się dogadałem o co mnie chodzi to naprawdę rekord świata.  W niedzielę z synem pojechaliśmy na ten targ. Mój syn nie jest miłośnikiem staroci, jakkolwiek z zainteresowaniem i pewnym zrozumieniem i tolerancją słucha opowiadań o monetach i ogląda nowe nabytki.  Atmosfera na giełdzie tak jak w Polsce. Tzn fajna. Ceny -- jak na naszą kieszeń dosyć drogo. Tam maja Euro :) Monety zupełnie inne niż u nas. Na naszych giełdach dominują monety Rosji Carskiej, Niemiec,Austrii. Tam głownie Hiszpania, Portugalia i co dla mnie było ciekawe?. Bardzo dużo monet Cesarstwa Rzymskiego. Kompletnie się na monetach Cesarstwa Rzymskiego nie znam, toteż kupiłem za 1 Euro jedną i mam jako ciekawostkę.  Pokazuje znajomym . Niektórzy oglądają z ciekawością - większość z grzeczności :)

POMARAŃCZE , CYTRYNY  I KAKTUSY

Do wyglądu sadu z drzewami na których rosną jabłka, gruszki czy śliwy każdy z nas się przyzwyczaił. Dla mnie ogródek z drzewami cytryn czy z bananowcami był miłym widokiem. Cytryny w ogrodzie leżały na ziemi tak jak  jabłka w moim ogrodzie. Przypomniałem sobie lata 70 w Polsce i cytryny w sklepach dostępne tylko przed  świętami  . Podobnie jak  pomarańcze .



                                              pomarańcze :) - ta odmiana ponoć niesmaczna .

ALIKANTE leży w takim miejscu że z gór do morza jest bardzo blisko. Z 20 km. Dla mnie przyzwyczajonego do morza Bałtyckiego a potem długo długo nic, a potem nasze Polskie góry to było dziwne.

w oddali dosyć wysoka górka -prawie że nad brzegiem morza.


Zwiedziliśmy  kilka  okolicznych nadmorskich miasteczek. Ładne. Wąziutkie uliczki w zasadzie bez dojazdu. Ładne dla turysty który sobie przejdzie miasteczko z góry na dół. Odwiedzi położony na samej górze kościół i wróci do dużego miasta. Ale nie wiem czy chciałbym w takim urokliwym i małym miasteczku  mieszkać długo. Nie ma pracy. To jest chyba główny problem i tych miasteczek jak i generalnie Hiszpanii. W ALTEA   wiele domów zresztą o marnym raczej standardzie jest opuszczonych i zdawało by sie bezpańskich . Miasteczko bardzo ładne, słoneczne . Czyściutkie, okwiecone. 
jedna z  ulic w malutkim miasteczku  - fasady domów pomalowane, bardzo czyste. Już od podwórka wygląda to znacznie gorzej. To zresztą podobnie jak i w Polsce. Miasteczko ma swój klimat - czuje się że jest to stare miasto . Miasto zbudowane jeszcze za czasów Maurów..



Moje spostrzeżenia . Jadąc z Alikante do sąsiednich miasteczek spotkamy po drodze też dużo opuszczonych domów, domów popadających w ruinę gdzie nikt nie mieszka. Wydawało by się to dziwne. Taki kraj, taka pogoda a tu opuszczone domostwa.  Prawda jest taka . Tam tzn na wybrzeżu morza śródziemnego  nie ma pracy poza obsługą turystów którzy zresztą są cały rok. Otoczenie tych opuszczonych domów też nie ciekawe - czerwono pomarańczowa  sucha ziemia . Ta soczysta zieleń i piękne kwiaty są wtedy gdy teren jest nawadniany.  W samym Alikante też widać kontrasty . Z jednej strony zadbane domy i ulice w centrum. Tam gdzie mieszkałem,  trochę na poboczu Alikante  w krzakach pobliskich pobite butelki, puszki od piwa i innych napoi. Porozrzucane butelki pet. Na pobliskiej plaży grupka  meneli mieszkająca w szałasie . Menele - dlatego że  brudni , w łachmanach pili któreś tam z rzędu wino.  Wrażenie  nie ciekawe. Zresztą na tej  plaży nikogo więcej nie było . Grupka ta skutecznie  odstraszyła potencjalnych plażowiczów. Tak było przez cały okres mojego pobytu--tydzień.

PLAŻE  i PARKI  PALMOWE

Coś pięknego. Ciepła woda. Hiszpanki są bardzo ładne. Tak że wspaniałe widoki na  śliczne dziewczyny . A tak serio. Na plaży co kilkadziesiąt metrów jest postawiony zestaw do ćwiczeń . Taki podwórkowy zestaw. W dość dobrym stanie technicznym. Sam z ciekawości poszedłem zobaczyć jakie ćwiczenia można na tym wykonać . Przez cały czas pobytu na plaży a nie za bardzo lubię wylegiwać sie na plaży ktoś na tych urządzeniach ćwiczył i nie były to tylko 20 letnie osiłki. Podobne urządzenia - takie podwórkowe siłownie były w parku palmowym. W Alikante jest duży park gdzie rośnie bardzo dużo palm. W zasadzie ze ścieżki nie za bardzo można schodzić ale ja poszedłem z 20 m w głąb parkowego lasu i przez moment czułem sie jak Robinson Cruzoe. Fajne uczucie .  
  Oglądaliśmy największy Park Palmowy w Europie . Były tam zresztą też szkółki palmowe gdzie uprawiano palmy na sprzedaż . Po Parku jeździł specjalny elektryczny  "tramwaj " z platformy którego podziwialiśmy widoki . Rosło bardzo dużo różnej wielkości palm , kaktusów ,i kwiatów. Dla mnie przyzwyczajonego do sosnowych i świerkowych lasów widok był przepiękny.  .
rrrrrrrrrrrrrr rrrrrrrrrrrrrrrrrr rrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr


2 komentarze:

  1. Wprawdzie nie byłam w Alicante, ale podobne sady pomarańczowe oglądałam w Grecji. Cudowne jest to, że pomarańcze potrafią równocześnie kwitnąć i owocować, roznosząc wszędzie swój słodki zapach :)
    Jeśli chodzi o zwiedzanie miejsc z ciekawą roślinnością, zawsze staram "ukraść" jakąś szczepkę. W ten sposób u mnie w domu rośnie już tanzański baobab (przywiozłam nasiona), kilka sukulentów z Teneryfy i jakieś ozdobne pnącze z Grecji :)

    Odpowiedz
  2. Witam,
    nie wiem czy dobrze wpisuję pytanie do autora tekstu. Czy mógłby Pan napisać gdzie jest ta giełda staroci adres lub przybliżoną lokalizację .Wybieram się do Alicante i szukam czegoś takiego .Mój adres wiola1321@o2.pl

    Odpowiedz

ALICANTE

 

ALICANTE. PIENIĄŻEK !!!!!!! - JAK W TO NIE WIERZYĆ ???







I JAK TU NIE WIERZYĆ PRZESĄDOM I LUDOWYM PRZYPOWIEŚCIOM :)

Ukradkiem wyjeżdżając  z Alikante, będąc ostatniego dnia pobytu, na molo wrzuciłem do morza pieniążka. Miałem wtedy wypowiedziane po cichutku jedno życzenie. Wrócić tu jeszcze raz. Minęło pół roku. Lotnisko we Wrocławiu. LINIE RAINER. BOEING 737  i powitanie z dawno nie widzianym synem.



Przy wejściu do bloku powitały nas przedziwne drzewo okwiecone jak na zdjęciu. Nazwałem to drzewo, drzewem butelkowym i do tej pory tak je nazywam. Nie mam pojęcia jak się nazywa naprawdę. Dla mnie to przeurocze drzewo to drzewo butelkowe. Mam nadzieję, że zdjęcia oddają dlaczego tak je nazwałem.
Powitanie było fajne a potem już tylko było lepiej i ciekawiej. Hiszpania przywitała mnie paletą barw, wszelkiego rodzaju kwiatów. Drzew obsypanych kwieciem. Do tej pory nie zwracałem uwagi na kwiaty w Polsce. Tutaj  zapierało czasem dech w piersiach. Kwiaty które czasem widziałem jako rośliny doniczkowe tu rosły w wielkie,kwitnące krzaki.

  Było naprawdę bardzo gorąco





 TABARKA WYSPA KOŁO ALIKANTE.

Jednym z dni jaki spędziliśmy  w Hiszpanii była wycieczka na Tabarkę.  Tabarka to wysepka  niedaleko Alicante. Jest to niedużą wyspą. Ma 0,3 km kw powierzchni i jest jedyną z zamieszkałych wysp małego archipelagu. Mieszka tam kilkadziesiąt osób. 


                                                               Płyniemy na Tabarkę

Wypłynęliśmy statkiem wycieczkowym jakich kilka płynie w sezonie na tę wyspę. Statek miał w niektórych miejscach przezroczyste poszycie i siedząc na ławeczce można było obserwować florę i faunę morza śródziemnego. Zielone  dywany wodorostów falujących wraz z morzem, przepływające ryby. Widok wspaniały. Szczególnie dla kogoś kto wodorosty widział głownie w akwarium.
Ja po przypłynięciu tam byłem zachwycony widokami pływających ryb i zielonej, bujnej roślinności.


 Same miasteczko wygląda tak, jak widziałem kiedyś na serialu ZORRO. Takie pueblo. Domki parterowe, gdzie nie gdzie jedno piętrowe . Wąska uliczka z kilkoma odnogami . Wygląda to jak na planie filmowym meksykańskiego westernu. Brakowało mi koni i dyliżansu. 


 WIDOK Z LOTU PTAKA. Po jednej stronie wyspy miasteczko . Po drugiej, dzika przyroda, kaktusy, wodorosty i głazy. Stara latarnia morska

                                                          
                                                          "dzika" część wyspy

Szkoda że nie jestem pisarzem,chętnie bym tutaj zamieszkał i pisał powieść podróżniczą  :) :)  Na drugiej stronie była latarnia morska, już nieczynna i wielkie jak na taką niedużą wyspę połacie kaktusów.




 Kaktusowe, kwitnące   łąki


  Są to agawy, krzaki dzikich rosnących kaktusów. Niektóre podgniłe wydzielającą woń wina jakby kaktusowego. Niektóre kwitnące.  Pełna dzicz. Oprócz tego mała roślinność i małe kaktusy , takie jak u nas wyższa trawa.  Wokoło morze . Jesteśmy w końcu na wyspie. Przy brzegu na wysokość dobrego metra a szerokości kilku metrów  wodorosty. Wodorosty obumarłe, które wyrzuciło na brzeg morze, Co jakiś czas brzeg czyszczony jest z tych wodorostów. Przyjeżdżały duże samochody wywrotki i koparki  i gdzieś zabierały te wodorosty.  Gdzie ?? Nie wiem.  Były tego setki ton. Falujące morze, Dzikie kaktusy. I jakbyś wzroku nie podnosił za wysoko,  masz wrażenie że jesteś na dzikiej, bezludnej wyspie. Podnosisz wzrok i widać . Kilkanaście restauracji  usytuowanych w grupie ( dzięki Bogu) Każda z wystawionymi propozycjami menu. Dużo propozycji owoców morza . Tzw hiszpańskie danie  bardzo popularne w Hiszpanii . Paella się nazywa. 



Podano Paellę. :) 
Na początku podszedłem do tego jedzenia jak do jeża

To ryż podany razem z owocami morza. Kraby, kawałki ośmiornicy, małże i inne dodatki morskie. Trochę warzyw. Ja lubię poznawać nowe smaki i te paella bardzo mi smakowała. Podawana była na wielkiej patelni . Każdy sobie nakładał ile chciał.  Bardzo dobre. Jadłem też bataty, takie  hiszpańskie ziemniaki. Nie tylko Hiszpańskie. Popularne są w całej strefie o ciepłym i wilgotnym klimacie.  Takie słodkie ziemniaki. Mają dużo większą wartość odżywczą od naszych ziemniaków. Ostatnio widziałem w Lidlu po 6 zł za kilogram


Myśmy jedli te bataty podsmażane na oliwie. Dość mocno podsmażane . Były chrupiące i bardzo smaczne. Jedliśmy często na śniadanie bagietki polewane oliwą  z oliwek . Na to najczęściej jakaś zielenina, ja czasem dawałem kawałek wędliny. Zdrowe. Ceny w sklepach nie odbiegają specjalnie od cen u nas. Wina i piwo generalnie tańsze, owoce zresztą też. Droższe na pewno przetwory mięsne, nabiał. Tak z 25 %.  Kawa, taka malutka filiżanka najczęściej kosztowała 1 euro. 
Hiszpanie narzekają na kryzys i na to że żyje im się dużo gorzej niż przed kilku laty.  Jednak chyba nie wiedzą oni jak wygląda naprawdę kryzys. Ich poziom życia i tak jest dwukrotnie wyższy od naszego przeciętnego poziomu. 
Mówią że podróże kształcą . I mają rację. Widziałem w  Hiszpanii dużo ciekawych rzeczy.

więcej na następnej części bloga o Hiszpanii dalszy ciąg