środa, 26 sierpnia 2020

LOKOMOTYWY I STARE POCIĄGI

 

AWNYCH WSPOMNIEŃ CZAR - LOKOMOTYWY I STARE POCIĄGI

Wyjazd do Międzychodu.






Tak ten czas szybko ucieka, że nie wiadomo kiedy lokomotywy i pociągi którymi jeździłem wydawało by się nie tak dawno są teraz zabytkami i stanowią atrakcję turystyczną. A wydawało się, że to było wczoraj.  
W każdym razie. Dowiedziałem się że w Międzychodzie jest zlot starych lokomotyw. Taka cykliczna impreza organizowana już chyba trzeci raz. Do  Międzychodu mam niedaleko, lokomotywy lubię oglądać, toteż z przyjemnością pojechałem. Pogoda trochę marna, deszcz i słońce na zmianę. W południe byłem w Międzychodzie. Do stacji kolejowej dojechałem bez problemu . Dawniej był to dość duży węzeł komunikacyjny, ale dziś w zasadzie przyjmuje tylko  pociągi towarowe. Ludzi dużo ,atmosfera pikniku. Lubie takie miejsca. Sporo straganów z kiełbaskami, piwem. Jedno stoisko z modelami lokomotyw i wagonów w różnej skali. Lokomotywy z zestawów jakie kupowało się w czasie mojej młodości. Zestawy PIKO, TT  i inne. Modele dworców kolejowych, zwrotnice, rozjazdy. Słowem raj dla miłośnika kolei. Ceny niestety zdecydowanie za wysokie jak na moje  rentowe możliwości.
Podczas drogi do Międzychodu  musiałem się zatrzymać przed zamkniętym przejazdem kolejowym. Jak musieli się zdziwić kierowcy innych aut którzy stali w kolejce przed szlabanem widząc:


Pociąg z Międzychodu . Czas jakby się zatrzymał


Tak widziałem to ja i tak musieli widzieć inni kierowcy i pasażerowie czekający przed tym szlabanem 
Chciałbym widzieć ich minę.

Zrobiłem kilka zdjęć. Różnych lokomotyw i wagonów. Oczywiście największą atrakcją była lokomotywa parowa. Taka jak poniżej.



Największa atrakcja zlotu lokomotyw.

Inne lokomotywy też były fajne ale to już  nowsze i takie bez duszy Przynajmniej jak dla mnie.
Zresztą zobaczcie sami.

Dużą atrakcją jak dla mnie były wagony kolejowe z lat 20 ubiegłego wieku . 



Na drzwiach wagonu pisze : DLA PALĄCYCH

Teraz już nie spotykamy w pociągach takiego napisu . I chciało by się powiedzieć : KOMU TO PRZESZKADZAŁO  ???

Ja już od dwóch lat nie pale, ale z sentymentem przeczytałem ten napis. 

W czasach gdy jeździły po torach lokomotywy parowe na ulicach polskich miast i wsi jeździły autobusy marki JELCZ



Wycieczka do Międzychodu była jednocześnie wycieczką do wspomnień. Coraz częściej wracam do wspomnień. Cóż takie czasy i taki wiek . 
Tak na zakończenie. Obrazek drzwi wejściowych toalet PRL. Toalet z czasów autobusów JELCZ jak i lokomotyw parowych


Po dwóch godzinach oglądania lokomotyw i wagonów wróciłem do domu. Zadowolony z wycieczki jak i z wspomnień. Wybieram się jeszcze do Wolsztyna tam jest  muzeum lokomotyw. Nie wiem czy w tym roku się to uda. Dni są coraz krótsze.
Pozdrawiam czytających. :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

SPOTKANIE W KLADNIE

 

SPOTKANIE W KLADNIE (CZESKA REPUBLIKA)


Moim wspaniałym (bez ironii) Fordem Escortem  pojechałem w czerwcu  do Czeskiej Republiki. Wyjechałem z samego rana, jeszcze na niebie było widać gwiazdy. Dzień właśnie wzmagał się z nocą. Rano było wiadomo kto wygra. Chłodno. Pojechałem specjalnie wcześnie rano aby te 200 km przejechać w chłodzie i nie włączać klimatyzacji. Na drodze pusto,  ja swoim spokojnym rytmem 80 km/godz przemieszczam się do przodu. Czasem jakiś TIR z hukiem przejeżdża koło mnie powodując chybotanie auta i trochę jednak drżenie serca. Wyobrażam sobie co by było jakby mnie potrącił taki wielki samochód. Nawet nie zdążył bym pomyśleć. Jadę. Zrobiło się już cieplej, uchylam okna. Nawigacja prowadzi mnie, tak że wcale nie myślę gdzie jadę. Słucham miłego głosu i nagle wjeżdżam do Niemiec. Niepokój. Cholera gdzie mnie ta nawigacja prowadzi. Staje na poboczu. Mapa i kontrola nawigacji. jest ok. Nawigacja mnie prowadzi po drogach drugiej kategorii. Winiety w Czeskiej Republice nie wykupiłem. Dlatego też po bocznych drogach jadę. Czechy znam, lubię i bardzo sobie cenię Czechów za ich mentalność, sposób bycia. Mieszkałem tam kilka lat  i pracowałem w różnych miejscach i różnych warunkach. Z bardzo różnymi ludźmi. Najczęściej byli to fajni Polacy w moim wieku lub w podobnym. 






Jeszcze w Polsce na jednym z parkingów gdzie rozprostowałem kości


Teraz pojechałem na spotkania z miejscami które kilka lat temu znałem i które sprawiły że wszystko co robiłem było trochę ciekawsze.  Niestety nie wszystko było po tych kilku latach takie same. 
KOPECZEK SZCZĘŚLIWIE pozostał taki sam. Co to jest KOPECZEK???

Pierwszą ubytownią w której mieszkaliśmy bezpośrednio po przyjeździe do Czeskiej Republiki była właśnie ubytownia na Kopeczku (na wzgórzu)  Były i są to dość obskurne baraki piętrowe  obite drewnem. Leżą na obrzeżach Kladna i pobyt w nich stanowi swoistą szkolę życia.

Baraki na Kopecku  - ubytownia

Wspólna kuchnia -- posprzątane i w bardzo ładnym stanie.




Przyjechaliśmy do Kladna na Kopecek w nocy. Lał deszcz. Był koniec października , zimno i mokro. Przyjechaliśmy po kilkunastu godzinach jazdy autobusem i pociągiem z wszystkich stron polski . W autobusie było czterdzieści kilka osób. Po nocy spędzonej na Kopecku  w oparach polskiej wódki i czeskiego piwa zdecydowało się na powrót prawie 30 osób.

Ja i kilkunastu kolegów i koleżanek zostało.  I zaczęła się moja przygoda.


Lubię Czechów. Mają jak zresztą każdy wie Karela Gota i Helenę Vondrackową. Ale też co już mało kto wie kapitalny zespól metalowy Kabat.  Maja dobre piwo. Dobre to mało powiedziane bardzo dobre i bardzo niedrogie. I w dodatku o małym stopniu alkoholu można wypić kilka dużych szklanic i nic a nic nie czuć w głowie. Ja nie jestem przecież miłośnikiem piwa a wypijałem tam jak na swoje możliwości dużo.  Teraz nie palę papierosów  ale tam można wszędzie, każdej knajpie palić. Co wtedy było zaskoczeniem ??. Już wtedy nie wolno było palić na przystanku i Czesi tego zakazu przestrzegali. Czesi są bardzo mili. W barze, piwnicy, gospodzie zawsze znaleźliśmy Czecha który chciał i lubił pogadać.


O pobycie w Czechach napiszę może kiedyś. Teraz o lipcowym wyjeździe.
Warto odwiedzić Czeską Republikę i to niekoniecznie Pragę. W każdej wiosce i małym miasteczku jest jakiś pałac, zamek. Bardzo ładnie utrzymany  Czesi nie mieli zniszczeń wojennych i bardzo dużo starych budowli zostało. A że jest to zaradny i dobrze gospodarujący naród mają pieniądze na utrzymanie zabytków, to moje spostrzeżenia z odwiedzin jak i wcześniejszego pobytu.

Mają tez pamiątki z lat 50, u nas już zatarte i nieznane. Pod spodem napis na murze huty Konev jednej z największych hut w Czechosłowacji w latach 60

 u góry widać napis : lenina i stalina za pobiedu.

Takich napisów w Polsce już nie ma.

Chodziliśmy po barach. Czeskie bary jak wspomniałem są super. Wszędzie można palić a dla niepalących jakieś osobne pomieszczenie. Zawsze puste. Jedna z knajp w Kladnie zapisała się w mojej pamięci jako relikt  lat 60 i początku lat 70.  Bałem się że się zmieniła, ale szczęśliwie nie. Sam nie wiem czy właściciele wiedzą o tym że ich bar ma sławę reliktu minionej epoki.
Zdjęcia ubikacji męskiej  pokazują trochę klimat baru na obrzeżach Kladna

to jest ściana w ubikacji na którą się sika. Mocz spływa rowkiem do kanalizacji  (opis dla młodych czytelników)


w naczyniu pod sufitem jest woda . Jak się pociągnie za sznurek woda ścieka do muszli i czyści zawartość. Juz nigdzie nie widziałem w publicznych toaletach oprócz tego miejsca.

Tak że bardzo polecam ten Bar.  Zainteresowanym podam bliższe namiary :)


Oczywiście w Kladnie są też bardzo ładne i nowoczesne, a przy tym bardzo ciekawe  bary. Oto jeden z nich dawniej miejsce to nazywało sie U Kozlika. Teraz inaczej ale bogu dzięki bar jest na swoim miejscu jak przed laty. W barze tym waży się piwo dla znawców i smakoszy.  Mnie nie smakowało ale moim znajomym bardzo

wnętrze baru U Kozlika


Kanwie do warzenia piwa . Sterowane elektronicznie . Z daleka wyglądają staromodnie i bardzo ładnie.


Co jest jeszcze ciekawym rozwiazanem  u naszych sąsiadów. Na pewno wiele rzeczy ale dla mnie to tzw. ubytownie .

Ubytownie to tzw hotele robotnicze i miejsca gdzie Czesi którym gdzieś na drodze życia powinęła sie noga mogą mieszkać. Pokój o bardzo przyzwoitym standardzie  kosztuje za dobę koło 130 koron. Jest to najczęściej  mniej więcej dwie godziny pracy zwykłego pracownika  na produkcji.
Ubytownie są w każdym większym jak i mniejszym mieście. W Kladnie  było ich kilkanaście. Teraz kilka z powodu  niedawnego kryzysu zniknęło.

pokój dwuosobowy w ubytowni .
najczęściej mieszka w nim jedna osoba. 

Każda ubytownia ma na piętrze, ubikacje damskie i męskie, miejsce na natryski,  zaplecze kuchenne w postaci jednej lub dwóch kuchenek. Jak było bardzo dużo ludzi trochę w kuchni bywało ciasno, teraz luz. Nie mieliśmy problemu ze zrobieniem kawy czy ugotowaniem ziemniaków.   ranka ubikacje korytarze są sprzątane przez zatrudnione sprzątaczki. Pokoje u stałych mieszkańców też. Generalnie atmosfera fajna. Oczywiście nie wolno na pokojach palić  ani pić alkoholu  co w tłumaczeniu na język normalny znaczy: Żadnych burd, krzyków i głośnego zachowywania się szczególnie po godzinie 22. Pić i palić można  ale granicach przyzwoitości. Widziałem ze niektórzy palą w ubikacjach tak jak za czasów szkolnych :).

Kladno jest 100 tysięcznym pogodnym miastem. Komunikacja publiczna super, wszędzie dojedziesz . Jak się mieszka na co dzień warto wykupić bilet miesięczny. Zwraca się on po kilku dniach jazdy. Ani teraz ani wtedy jak tam mieszkałem nie miałem problemów z dojazdem dokądkolwiek w granicach miasta. Nawet jesienią idąc na grzyby do graniczącego z Kladnem lasu jechaliśmy autobusem .  Bardzo dużo jest barów. Najczęściej bary są powiązane z automatami do gry. Czynne całą noc. Obsługiwane przez Wietnamczyków których w Czeskiej Republice jest chyba bardzo dużo.  W Kladnie przejęli cały drobny handel, wiele barów, punktów kosmetycznych. Trzeba przyznać że są bardzo pracowici. Pierwszego stycznia z rana  tylko u "wietnamca" można było kupić piwo :)
              Odwiedziliśmy też cmentarz. Dla mnie  dużym zaskoczeniem był fakt że wiele grobów  zawierało urny z prochami zmarłych. Niektóre groby bardzo zadbane ale wiele też zniszczonych i zaniedbanych . Ale urny stały w swoich miejscach, zdjęcia  zmarłego też . Nikt tego nie ruszył, nie zabrał . 


widok ogólny na cmentarz

                                                           w oddali ściana z urnami 

Ładne jest Kladno i sympatyczni jego mieszkańcy. Historia Kladna sięga XVI wieku. Z starej zabudowy takim reprezentacyjnym miejscem jest  ratusz jak i tzw piesza zona. Miejsce gdzie nie jeżdżą samochody a jest bardzo dużo barów i knajpek, punktów gdzie obstawia się zakłady bukmacherskie. 



widok ratusza

                                                           
                                                    piesza zona -- strefa dla pieszych 

Jak mieszkałem w Kladnie a czasem brakowało pieniędzy zawsze chodząc wieczorem po pieszej zonie znalazłem kilka koron.Takie miałem szczęśćcie. Na bułki  i rochliki starczyło. :)

Okolice Kladna też są warte poznania. My  pojechaliśmy do ruin zamku w Okor.
Malownicze ruiny Zamku Okor znajdują się we wsi o takiej samej nazwie jakieś 12 km od Kladna Zamek wzniesiony został w pierwszej połowie XIV wieku. Na przestrzeni wieków warownia wielokrotnie zmieniała właścicieli. Pod koniec XV wieku zamek został przebudowany i dodatkowo ufortyfikowany.
W czasie wojny trzydziestoletniej (1618-1648) warownia została zniszczona podczas jednego z oblężeń. Po wojnie zamek przekazany został jezuitom, którzy odbudowali go i zamieszkiwali w nim aż do kasacji zakonu w 1773 roku. Opuszczona i zaniedbana warownia bardzo szybko zaczęła popadać w ruinę.

Obecnie zabezpieczone ruiny zamku udostępnione są dla zwiedzających. Każdego roku w murach zamku organizowany jest festiwal muzyczny.



                                                  RUINY ZAMKU  ZE MNĄ            


inne ujęcie ruin. Te dwa widoczne okna z szybami to wyremontowane sale ślubów. Kto chce  ślub w fajnej i trochę tajemniczej scenerii, a stać go aby zapłacił trochę więcej,   5000 koron czeskich. Około 800 zł. Poza tymi pomieszczeniami zamek jest w tzw. konserwowanej ruinie. 



                                                                      zamek Okori 

ZAMEK   KARLSTEIN




Zamek zbudowany przez Karola IV

Jechaliśmy do tego zamku z Kladna . Deszcz padał od rana ale jak sie zaplanowało wyjazd to trzeba się tego planu trzymać. Kierując się tę zasadą rano pojechaliśmy prawie 100 km na Karlstein. Zamek ma swoją legendę.   Jedna z ładniejszych piosenek Heleny Vondrackowej spiewała jest o tym zamku  i wykonywana na tym zamku. 
Dojazd okropny w tym dniu był . Deszcz lał cały czas. Okna zaparowane, drogi wąskie i pod górę i z góry .  Jakoś szczęśliwie  po dwóch godzinach dojechaliśmy do miasteczka Karlstein  . 


Miasteczko  a w oddali zamek w swojej całej krasie.


Miasteczko  nastawione i żyjące głownie z turystów odwiedzających ten Zamek. Bardzo dużo barów i restauracji. Ładne i zadbane . Parking samochodowy oczywiście płatny i leżacy dosyć daleko od celu naszej wyprawy tzn zamku. Daleko dla mnie-moje nogi maja bardzo marną kondycję . 25 lat temu miałem wypadek samochodowy i skutki tego wypadku odczuwam do dzisiaj .

                                              

   tutaj odpoczywam 

Pod górę i to dość stromo podeszliśmy do bram zamku . Tu niespodzianka i to przykra. Zamek dzisiaj nieczynny bo to poniedziałek . Od jutra czynny juz będzie codziennie ale dzisiaj jeszcze nie jest sezon. Mimo naszych próśb --z daleka przyjechaliśmy przeciez  załoga zamku tzn obsługa była nie do zdobycia. Podobny zawód spotkał jeszcze kilka osób ktore do zamku podeszły razem z nami .  Tak że nie zwiedziliśmy zamku Karstein . A szkoda.

Wracając przejeżdżalismy koło tzw wielkiej Ameryki -- krajobrazu troche podobnego do krajobrazów z amerykańskich westernów . 

ZDJĘCIE ROBIONE Z OKNA SAMOCHODU --pogoda była w tym dniu fatalna.

Poniżej na dnie kanionu jest piękne jezioro . Jest to bardzo blisko Zamku na Karsteinie . 




tak to wygląda --zdjęcie niestety nie jest moje -- www. chwytajdzień.pl

To by ostatni dzień lipcowego pobytu w Kladnie i jego okolicach.   Następnego dnia rano pojechałem do Polski. Nawigacja poprowadziła mnie bocznymi drogami tak aby nie wjechać na płatne odcinki drogi, po czesku DALNICY ALBO SILNICY. Miałem zatem okazje zobaczyć czeskie miasteczka i wioski . Dawniej nie zwracałem na to uwagi ale od czasu gdy byłem w Hiszpanii zwracam uwagę na zagospodarowanie okolicy  klomby, kwiaty. Mijane miasteczka przynajmniej od frontu bardzo ładne i zadbane.  Wracając natrafiłem na roboty drogowe. Zero informacji o objazdach . Gdyby nie to że po czesku jednak trochę mówię i rozumiem miałbym bardzo duże problemy ze znalezieniem drogi. Wracając przez dobre 30 km jechałem przez teren Niemiec , ale w okolicach Bogatyni wjechałem na teren Polski . Byłem prawie że w domu .  Późnym popołudniem przyjechałem do Murzynowa. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

MOJE OKOLICE

 

YCIECZKI KRÓTKIE, BLISKIE ALE BARDZO CIEKAWE I FAJNE

W  okolicach Skwierzyny mieszkam już  z przerwami prawie 30 lat. Dzisiaj wybrałem się na króciutka wycieczkę na ....cmentarz. Cmentarz specyficzny bo żydowski i do tego ponad 100 letni.
Cmentarz, widać że rzadko odwiedzany z dość dobrze zachowanymi nagrobkami . Ale są to raczej ostatnie lata wielu z nich, część płyt nagrobnych zjada powoli erozja. Za kilka lat naj prawdopodobniej będą nieczytelne. Teraz jeszcze są.


jeden z nagrobków - lepiej zachowanych 


widok fragmentu cmentarza

Na cmentarzu jest około 250 nagrobków. Większość napisów jest w języku hebrajskim. Kilka w niemieckim. Oznaczenia na nagrobkach bardzo ciekawe. 

USKRZYDLONA KLEPSYDRA - uniwersalny symbol przemijania czasu

LEW - oznacza najczęściej osobę o imieniu Jehuda, Arie lub Lejb

Polecam tę mała i krótką lekcję historii każdemu kto przejeżdża przez Skwierzynę.
Do Skwierzyny żydzi przybyli 600 lat temu  z terenu Niemiec z Brandenburgii. w 1793 roku było ich 720 i była to 1/3 miasta. W XIX wieku  konkretnie 1838 była to społeczność licząca 1543 osoby aby  w 1932 roku zostało ich ledwo 70. Reszta wyemigrowała w przeciągu tego czasu do miast niemieckich głownie do Berlina . Cmentarz po wojnie został rozszabrowany i zniszczony. Zrobiono na nim wysypisko śmieci. Od zniszczeń uratował ten cmentarz nauczyciel historii z Skwierzyńskiego liceum wraz z grupą  młodzieży. Teraz co jakiś czas zdarzają się ślady wandalizmu. Za kilka lat niepilnowany i nieogrodzony cmentarz zaniknie.

ROWEREM DO GOŚCINOWA 

To niedaleko ode mnie . Ale dojazd rowerem  tam dla mnie z powodu wypadku 30 lat temu to prawie wyprawa. Ale trzeci raz juz tam jestem rowerem i jest ok. Cóż można o Gościnowie napisac ?? Ładna nazwa . Dawniej za czasów niemieckich miejscowość nazywała się  Aleksandersdorf .  Zrobiłem zdjęcie  cmentarza i obelisku upamiętniającego 23 żołnierzy Niemieckich poległych w 1 wojnie światowej


mój środek lokomocji na dzisiejszej wycieczce. Może nie najnowszy i najładniejszy ale sprawny i wygodny 


60 LAT I CO DALEJ

 

60 lat - i co dalej



                   Kiedyś 30 lat temu wydawało się mało realne abym doczekał 60 roku życia. Doczekałem w trochę w marnej kondycji,  lekko kulawy, po małym wylewie. Na marnej rencie.
    Tego bloga traktuję jako opowiadanie o swoich podróżach   i przemyślenia  o bieżącym życiu, swoich pasjach i zainteresowaniach. Nie mam na celu pisać ani poradnika ani też moje przemyślenia nie są raczej na tyle mądre aby zdecydowanie kogoś zainteresowały. Ale internet jest przestronny a ja nie zawsze mam komu opowiadać o swoich planach i spostrzeżeniach  tak że teraz opowiadam wszystkim :).
Ostatnio miałem kłopoty zdrowotne - podejrzenie zmian na płucach. Byłem przerażony. Umawiałem się, w sumie nie wiem z kim, ale umawiałem że do 75 roku życia żyje w zdrowiu i w miarę sensownej kondycji. A ty nagle taka wiadomość.  Byłem sparaliżowany strachem. Okazało że wszystko jest ok ale to co przeżyłem, ten paniczny strach będę pamiętał długie, miejmy nadzieje długie lata.

Moda na niepalenie. Moda na bieganie, na zdrowy tryb życia, jedzenie zdrowych produktów. Ograniczenie bądź wyeliminowanie mięsa i tłuszczy zwierzęcych. Zapałałem się na tą modę dosyć późno, toteż intensywnie staram się nadgonić.  Staram się jeść dużo warzyw i owoców, ograniczyłem jedzenie mięsa, w szczególności kiełbas. Zgodnie z najnowszymi trendami wypijam do 2 litrów wody mineralnej dziennie. 
Zazdroszczę tym młodym że urodzili się teraz. Ja  i moje pokolenie nie nadgonimy  młodych lat. Szkoda.
Jestem rencistą.  Te najbliższe 15, no może 20 lat chciałbym, przeżyć na tyle intensywnie na ile mi stan zdrowia pozwoli .

Ciekawe co będzie dalej  i jak będzie.  :)