wtorek, 25 sierpnia 2020

ALICANTE - - - TO JEST TO.

 

ALICANTE --- TO JEST TO jak pomyślę to się uśmiecham



terminal lotniczy we Wrocławiu

      DO ALIKANTE  poleciałem w październiku tamtego roku  (2013 rok ). Wtedy nie myślałem nawet o pisaniu bloga zatem relacja jest trochę spóźniona ( ale tylko trochę). Co tu dużo gadać, wszystko było nowe. Zaczęło sie od pobytu na lotnisku we Wrocławiu gdzie kazano wywalić mi duży, drogi dezodorant bo przekraczała jego gramatura 100 ml.. Potraktowano mnie jako potencjalnego terrorystę ( pisze o tym bez złośliwości ) . Oczywiście rozkładanie i składanie potem walizki to był problem Rozbebeszoną walizkę z takim mozołem pakowaną w domu musiałem jeszcze raz spakować tak aby się dopięła.. Bałem się że mnie w ogóle do samolotu nie wpuszczą -w nodze mam blachę grubości ze 4 mm. Ale poszło bez problemu, lepiej niż w Czeskiej Republice na  bramce podczas kontroli, jak pracowałem w fabryce z miniaturowymi układami scalonymi . Tam musiałem na początku tłumaczyć że mam chorą nogę i w nodze mam blachę.

Po odczekaniu dobrych 40 minut  przeszliśmy do kontroli biletów i wsiedliśmy do samolotu : BOEING 737


                                  TAKIM SAMOLOTEM  LECIELIŚMY DO ALIKANTE


Dla tych co często latają wrażenia kołowania i lotu to żadne wrażenia. Ja z zaciekawieniem obserwowałem przez okno manewry samolotu na płycie lotniska. Wielu kompletnie to nie interesowało, tak jak mnie nie interesuje podróż autobusem miejskim .  Pamiętam jak tata mi opowiadał o swoich wrażeniach, jak zobaczył pierwszy raz samochód. Samolot wykołował na pas startowy a potem RURA. Przyspieszył i za moment wzniósł się do góry. Lot jak lot, żadnych rewelacji. Widoki ładne ale po chwili stają się monotonne. Bardzo mi się podobało jak białe chmury zasłoniły ziemię a ponieważ lecieliśmy nad Alpami to z tych chmur wyłaniały się szczyty gór. Widok super. Lot trwał ponad 3 godziny. Zaczęliśmy podchodzić do lądowania i było przez okno coraz bardziej widać ukształtowanie terenu, roślinność. Zobaczyłem palmy, zobaczyłem duże kaktusy. Kaktusy widziałem w Polsce w doniczkach, kiedyś w ogrodzie botanicznym w oszklonym budynku. Tutaj z okien samolotu, na żywo , Palmy  piękne. Jak już byłem w tym Alikante na miejscu,  jak nikt nie widział podszedłem do wysokiej palmy i ją dotknąłem.  Pomyślałem: kurcze dotykam palmę . Dożyłem chwili gdzie normalnie sobie palmy dotykam. Rewelacja.:) TERAZ TEŻ SIĘ UŚMIECHAM PRZYPOMINAJĄC TO SOBIE.


Widok z okna gdzie mieszkałem podczas pobytu w Alikante.

Przyjechałem do Alikante na zaproszenie syna i u niego i jego dziewczyny mieszkałem. Przylecieliśmy z tatą dziewczyny .  Zwiedzałem  Alikante często sam na własna rękę albo razem z tatą Kamili . Syn był w pracy . Jego dziewczyna w szkole. Od syna dostałem na kartce tekst jaki mam mówić na mieście w sytuacji awaryjnej . NO able espaniol.  CO ZNACZY. Nie mówię po hiszpańsku.  Ja w żadnym obcym języku ( oprócz czeskiego )  nie mówię. Pojechałem z planem miasta w torbie i zacięciem, że jakoś sobie poradzę. Poradziłem sobie i byłem z tego i jestem bardzo dumny. Hiszpanie są narodem bardzo pogodnym i bardzo uczynnym. W autobusie spytałem się na migi gdzie mam wysiąść . Pokazałem na planie miejsce w którym  chcę wysiąść i połowa pasażerów autobusu zaczynała mi po hiszpańsku tłumaczyć. W końcu pokazali mi że teraz  "ahora" aora  i wysiadłem. Podczas tego wyjazdu do miasta i podczas następnych stwierdziłem, że w zasadzie wszędzie się jakoś porozumiem. Oczywiście w zakresie bardzo podstawowym i zapragnąłem jeszcze pozwiedzać trochę "świata". Podczas całego zwiedzania było podobnie. Chodziłem z planem miasta - pokazywałem palcem gdzie chcę iść i przechodnie pomagali mi bez żadnego problemu. Nie spotkałem się nigdzie i nigdy z odmową czy brakiem uśmiechu i serdeczności.  Zawsze jak wracałem z wypadów na miasto do domu miałem kłopot gdzie wsiadać do autobusu. W Alikante jest  plac gdzie rozchodzą się drogi do różnych części miasta. Na obwodzie kulistego placu kilka przystanków autobusowych . Nigdy nie wiedziałem z którego wsiadać jadąc do miejsca zamieszkania. Najczęściej obchodziłem wszystkie aż trafiłem na taki z którego jedzie autobus nr 1.

taki nadmorski deptak, wyłożony milionami płytek białych  i czarnych,  w ładny widoczny na zdjęciu wzór.

Drzewa i krzewy na alejkach, placach czy klombach są w Alkikante nawadniane. Do każdego krzaczka podłączony jest ukryty bardziej lub mniej dyskretnie wąż z igielitu chyba trochę wzmacniany gdzie co jakiś czas sączy się woda.

tutaj widać bardzo niedyskretnie rozłożone węże przy sadzonkach chyba  niedawno posadzonych roślinek. Tak generalnie to tych węży aż tak nie widać.  W miejscach opuszczonych lub na nieużytkach których sporo jest w Alkante ziemia jest spieczona , pozbawiona prawie że roślinności. Hiszpanom mieszkającym w południowej części Hiszpanii na pewno podobały by się nasze soczyste zielone  łąki i lasy.


                                                 tutaj nie ma rozłożonych węży nawadniających

GIEŁDA STAROCI

Oczywiście będąc w Alikante odwiedziłem giełdę staroci, taki lokalny pchli targ. Czynny tylko w niedzielę. Dowiedziałem się o nim w sklepie - jednym z antykwariatów . To że się dogadałem o co mnie chodzi to naprawdę rekord świata.  W niedzielę z synem pojechaliśmy na ten targ. Mój syn nie jest miłośnikiem staroci, jakkolwiek z zainteresowaniem i pewnym zrozumieniem i tolerancją słucha opowiadań o monetach i ogląda nowe nabytki.  Atmosfera na giełdzie tak jak w Polsce. Tzn fajna. Ceny -- jak na naszą kieszeń dosyć drogo. Tam maja Euro :) Monety zupełnie inne niż u nas. Na naszych giełdach dominują monety Rosji Carskiej, Niemiec,Austrii. Tam głownie Hiszpania, Portugalia i co dla mnie było ciekawe?. Bardzo dużo monet Cesarstwa Rzymskiego. Kompletnie się na monetach Cesarstwa Rzymskiego nie znam, toteż kupiłem za 1 Euro jedną i mam jako ciekawostkę.  Pokazuje znajomym . Niektórzy oglądają z ciekawością - większość z grzeczności :)

POMARAŃCZE , CYTRYNY  I KAKTUSY

Do wyglądu sadu z drzewami na których rosną jabłka, gruszki czy śliwy każdy z nas się przyzwyczaił. Dla mnie ogródek z drzewami cytryn czy z bananowcami był miłym widokiem. Cytryny w ogrodzie leżały na ziemi tak jak  jabłka w moim ogrodzie. Przypomniałem sobie lata 70 w Polsce i cytryny w sklepach dostępne tylko przed  świętami  . Podobnie jak  pomarańcze .



                                              pomarańcze :) - ta odmiana ponoć niesmaczna .

ALIKANTE leży w takim miejscu że z gór do morza jest bardzo blisko. Z 20 km. Dla mnie przyzwyczajonego do morza Bałtyckiego a potem długo długo nic, a potem nasze Polskie góry to było dziwne.

w oddali dosyć wysoka górka -prawie że nad brzegiem morza.


Zwiedziliśmy  kilka  okolicznych nadmorskich miasteczek. Ładne. Wąziutkie uliczki w zasadzie bez dojazdu. Ładne dla turysty który sobie przejdzie miasteczko z góry na dół. Odwiedzi położony na samej górze kościół i wróci do dużego miasta. Ale nie wiem czy chciałbym w takim urokliwym i małym miasteczku  mieszkać długo. Nie ma pracy. To jest chyba główny problem i tych miasteczek jak i generalnie Hiszpanii. W ALTEA   wiele domów zresztą o marnym raczej standardzie jest opuszczonych i zdawało by sie bezpańskich . Miasteczko bardzo ładne, słoneczne . Czyściutkie, okwiecone. 
jedna z  ulic w malutkim miasteczku  - fasady domów pomalowane, bardzo czyste. Już od podwórka wygląda to znacznie gorzej. To zresztą podobnie jak i w Polsce. Miasteczko ma swój klimat - czuje się że jest to stare miasto . Miasto zbudowane jeszcze za czasów Maurów..



Moje spostrzeżenia . Jadąc z Alikante do sąsiednich miasteczek spotkamy po drodze też dużo opuszczonych domów, domów popadających w ruinę gdzie nikt nie mieszka. Wydawało by się to dziwne. Taki kraj, taka pogoda a tu opuszczone domostwa.  Prawda jest taka . Tam tzn na wybrzeżu morza śródziemnego  nie ma pracy poza obsługą turystów którzy zresztą są cały rok. Otoczenie tych opuszczonych domów też nie ciekawe - czerwono pomarańczowa  sucha ziemia . Ta soczysta zieleń i piękne kwiaty są wtedy gdy teren jest nawadniany.  W samym Alikante też widać kontrasty . Z jednej strony zadbane domy i ulice w centrum. Tam gdzie mieszkałem,  trochę na poboczu Alikante  w krzakach pobliskich pobite butelki, puszki od piwa i innych napoi. Porozrzucane butelki pet. Na pobliskiej plaży grupka  meneli mieszkająca w szałasie . Menele - dlatego że  brudni , w łachmanach pili któreś tam z rzędu wino.  Wrażenie  nie ciekawe. Zresztą na tej  plaży nikogo więcej nie było . Grupka ta skutecznie  odstraszyła potencjalnych plażowiczów. Tak było przez cały okres mojego pobytu--tydzień.

PLAŻE  i PARKI  PALMOWE

Coś pięknego. Ciepła woda. Hiszpanki są bardzo ładne. Tak że wspaniałe widoki na  śliczne dziewczyny . A tak serio. Na plaży co kilkadziesiąt metrów jest postawiony zestaw do ćwiczeń . Taki podwórkowy zestaw. W dość dobrym stanie technicznym. Sam z ciekawości poszedłem zobaczyć jakie ćwiczenia można na tym wykonać . Przez cały czas pobytu na plaży a nie za bardzo lubię wylegiwać sie na plaży ktoś na tych urządzeniach ćwiczył i nie były to tylko 20 letnie osiłki. Podobne urządzenia - takie podwórkowe siłownie były w parku palmowym. W Alikante jest duży park gdzie rośnie bardzo dużo palm. W zasadzie ze ścieżki nie za bardzo można schodzić ale ja poszedłem z 20 m w głąb parkowego lasu i przez moment czułem sie jak Robinson Cruzoe. Fajne uczucie .  
  Oglądaliśmy największy Park Palmowy w Europie . Były tam zresztą też szkółki palmowe gdzie uprawiano palmy na sprzedaż . Po Parku jeździł specjalny elektryczny  "tramwaj " z platformy którego podziwialiśmy widoki . Rosło bardzo dużo różnej wielkości palm , kaktusów ,i kwiatów. Dla mnie przyzwyczajonego do sosnowych i świerkowych lasów widok był przepiękny.  .
rrrrrrrrrrrrrr rrrrrrrrrrrrrrrrrr rrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr


2 komentarze:

  1. Wprawdzie nie byłam w Alicante, ale podobne sady pomarańczowe oglądałam w Grecji. Cudowne jest to, że pomarańcze potrafią równocześnie kwitnąć i owocować, roznosząc wszędzie swój słodki zapach :)
    Jeśli chodzi o zwiedzanie miejsc z ciekawą roślinnością, zawsze staram "ukraść" jakąś szczepkę. W ten sposób u mnie w domu rośnie już tanzański baobab (przywiozłam nasiona), kilka sukulentów z Teneryfy i jakieś ozdobne pnącze z Grecji :)

    Odpowiedz
  2. Witam,
    nie wiem czy dobrze wpisuję pytanie do autora tekstu. Czy mógłby Pan napisać gdzie jest ta giełda staroci adres lub przybliżoną lokalizację .Wybieram się do Alicante i szukam czegoś takiego .Mój adres wiola1321@o2.pl

    Odpowiedz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz