ALICANTE. GUADALEST - 1 muzeum na 20 mieszkańców.
W około Alicante jest wiele zabytków. Pałaców, warownych zamków usytuowanych na okolicznych wzgórzach . Wybraliśmy się do jednego z nich. Miasteczko GUADALEST. Z Alicante to około 60 km. Dość mocno pod górę trzeba wjeżdżać, aby do miasteczka dojechać i trzeba mieć trochę szczęścia aby zaparkować. Byliśmy w dość pochmurny deszcz. jeden z niewielu brzydkich dni w Hiszpanii . Ale i tak ludzi było strasznie dużo i ledwo znaleźliśmy miejsce na parkingu. Miasteczko jest malutkie. Stałych mieszkańców około 200 osób. Za to atrakcji jak na takie miasteczko dużo . Nad miasteczkiem góruje zamek zbudowany jeszcze przez Maurów w XII wieku. Po okupacji Maurów zamek dostaje się pod władanie rodziny Sariia . Kilkukrotnie niszczony przez trzęsienia ziemi, największe w 1644 roku jak i wewnętrzne wojny w Hiszpanii
Zamek jak zamek ciekawy, ale jak się już zobaczy z pięć to ten szósty jest zupełnie podobny. To co mi się podobało i utkwiło w pamięci to cmentarz.
Wdrapać się do zamku to jak na moje nogi i niestety też tuszę (rzuciłem palenie i za nim się obejrzałem przytyłem 10 kg) to było poważne wyzwanie.
Zamek w części ruiny, a
w części odrestaurowany . Z fajniejszych przedmiotów które tam są jest ubikacja dla władcy tych ziem i pana tego zamku U dołu jest pojemnik który służba wynosiła jak "coś" w nim było.Z zamku widok bardzo ładny. Szczególnie na szmaragdowe jezioro .
Takie szmaragdowe jeziora zawsze są wtedy gdy dno jest wapienne. Tutaj podobnie. Nad jeziorem nie było nikogo.
W samym miasteczku 10 różnych muzeów. Do tej pory muzeum kojarzyło mi się z potężnym lub przynajmniej dużym budynkiem. Usytuowanym w zamku albo w budynku specjalnie przystosowanym do ekspozycji. Tutaj w zasadzie muzea były usytuowane prawie w mieszkaniach .Było ich z 10. Na pewno muzeum miniatur, solniczek, tortur, zabawek. Było jeszcze kilka ale raczej mało ciekawych. Muzeum miniatur jest super. Na skrzydle muchy namalowany obraz, Statua Wolności umieszczona w oczku igły. Fajno to wygląda. Takie cudeńka robił Manuel Ussa.
W kilku pokojach pozamienianych na sale wystawowe w gablotach poukładane różne przedmioty. Takim muzeum było muzeum solniczek i pieprzniczek. Nie było specjalnie ciekawe. Poustawiane solniczki z rożnych stron świata i z rożnych lat. Niektóre ładne, ciekawe i stare. Ale ginęły w masie innych. Wiele dość popularnych spotykanych na naszych stołach w XX wieku. Pomyślałem że wyślę z polski kilka naszych solniczek wyprodukowanych w Polsce. Polskich solniczek nie było. Muzeum to otworzyła pani bodajże z Belgii która podróżując po świecie zgromadziła dość bogatą kolekcję solniczek. Wejście do muzeum kosztowało dwa euro. Odwiedzających nie za dużo ale podczas całego dnia na pewno nazbiera się ich sporo. I do kasy wpłynie ze 100 -200 euro. Podoba mi się taka inicjatywa.
zdobyć taki zamek to nie było takie proste
Na tym cmentarzu nikogo już nie chowają. Trochę zaniedbany . Groby najczęściej z lat 40 albo i wcześnie. Mam dziwne wrażenie, że krypty gdzie wsadzali umarłych są dosyć krótkie - 1,60 zazwyczaj .
Cmentarz jest położony znacznie wyżej niż miasteczko. Nie ma na nim już świeżych grobów. Wszyscy pochowani tam ludzie przeżyli więcej niż 80 lat. Jest coś w zdrowym jedzeniu śródziemnomorskim, myślę tu o owocach morza, zdrowym powietrzu.Wdrapać się do zamku to jak na moje nogi i niestety też tuszę (rzuciłem palenie i za nim się obejrzałem przytyłem 10 kg) to było poważne wyzwanie.
droga do zamku
bardzo dużo schodów do przejścia. Jak widać niebo jest zachmurzone
nie jest to częsty widok w Hiszpanii
Zamek w części ruiny, a
W samym miasteczku 10 różnych muzeów. Do tej pory muzeum kojarzyło mi się z potężnym lub przynajmniej dużym budynkiem. Usytuowanym w zamku albo w budynku specjalnie przystosowanym do ekspozycji. Tutaj w zasadzie muzea były usytuowane prawie w mieszkaniach .Było ich z 10. Na pewno muzeum miniatur, solniczek, tortur, zabawek. Było jeszcze kilka ale raczej mało ciekawych. Muzeum miniatur jest super. Na skrzydle muchy namalowany obraz, Statua Wolności umieszczona w oczku igły. Fajno to wygląda. Takie cudeńka robił Manuel Ussa.
W kilku pokojach pozamienianych na sale wystawowe w gablotach poukładane różne przedmioty. Takim muzeum było muzeum solniczek i pieprzniczek. Nie było specjalnie ciekawe. Poustawiane solniczki z rożnych stron świata i z rożnych lat. Niektóre ładne, ciekawe i stare. Ale ginęły w masie innych. Wiele dość popularnych spotykanych na naszych stołach w XX wieku. Pomyślałem że wyślę z polski kilka naszych solniczek wyprodukowanych w Polsce. Polskich solniczek nie było. Muzeum to otworzyła pani bodajże z Belgii która podróżując po świecie zgromadziła dość bogatą kolekcję solniczek. Wejście do muzeum kosztowało dwa euro. Odwiedzających nie za dużo ale podczas całego dnia na pewno nazbiera się ich sporo. I do kasy wpłynie ze 100 -200 euro. Podoba mi się taka inicjatywa.

Bardzo dobrze strona się prezentuje na komórce!
OdpowiedzWięc to jest sekret szmaragdowych jeziorek? Kiedyś o tym słyszałam, ale jakoś zaplątało mi się w szufladach niepamięci. Muzeum solniczek brzmi naprawdę zabawnie. Czy udało się wysłać polskie solniczki? Np. takie z Zakopanego? :)
OdpowiedzSto lat temu byłam w Alicante, ale nie miałam pojęcia, że tam w okolicy jest tka pięknie! Pozdrawiam!
OdpowiedzBardzo jest tam ładnie. Chciałbym jeszcze na tydzień pojechać . Zresztą tyle jest ładnych miejsc. :)
Odpowiedz