niedziela, 23 sierpnia 2020

MRU - Międzyrzecki Rejon Umocnień

Niedziela, 19 maja 2019

MRU ......................

MIĘDZYRZECKI REJON UMOCNIEŃ I OKOLICE

STARY DWOREK 


Mieszkam kolo Międzyrzecza dobre 30 lat.
Po wypadku kilka lat nie mogłem chodzić, potem nie miałem czasu. Teraz któregoś pięknego dnia w roku 2015 wybrałem się  za namową kolegi zobaczyć w  bunkry  Międzyrzeckiego Rejonu Umocnień. 
I tak przez okres 4 lat co jakiś czas mam okazję zaprowadzić znajomych z innych stron Polski w tajemnicze ruiny Miedzyrzeckiego Rejonu Umocnień. 

Nie mam w tym poście ambicji bycia ekspertem w sprawie MRU. Bardziej zachęcam do zobaczenia pozostałości czasów przed II wojną światową i podczas jej trwania. 

Kilkukrotnie byłem też na wycieczce z przewodnikiem po najbezpieczniejszych i najlepiej zachowanych i oświetlonych miejscach  MRU
W Starym Dworku na Lisiej Górze Niemcy zbudowali bunkry tzw Grupy Warownej "Ludendorff". Jest to kompleks kilku połączonych ze sobą bunkrów linii obronnej Międzyrzeckiego Rejonu Umocnień. 
Na dzień dobry wita nas ostrzeżenie o żmijach znajdujących się w okolicy.  
Wychodzimy z samochodu. Do bunkrów Grupy Warownej są dwie drogi. Jedna prowadzi do wejścia do bunkra ( na drugim zdjęciu)  Druga droga mocno w górę na szczyt Lisiej Góry .   Na szczycie sterta wielkich betonowych bloków  sięgająca 3 piętra w dół.


Ruiny bunkrów  ( zdjęcia z 2015 roku)


Jedno z wejść do bunkra  (2015 rok)

To całkiem po prostu trzeba zobaczyć. 

Szkoda że nie jestem młodszy a przede wszystkim  zdrowszy . Połaził bym po dnie takich bunkrów. Jak głoszą miejscowe legendy Niemcy na pewno pochowali tam jeszcze wiele skarbów. Zresztą dla miłośników fortyfikacji widoki jak  na zdjęciu stanowiły będą niewątpliwą gratkę.  Nie wiem jak długo takie rumowiska będą możliwe do zwiedzania w takim stanie jak dzisiaj . Być może jeszcze kilka wypadków śmiertelnych z udziałem nieuważnych i niedoświadczonych turystów i poszukiwaczy i wspomniane ruiny zostaną otoczone barierkami z napisami zakazującymi wchodzenie poza barierkę. Straci to wtedy taki posmak tajemnicy i  przygody.

Wejście do pojedynczego bunkra  

Ruiny pojedynczego bunkru. Kopuła zrobiona z kilkunastu centymetrowej stali. W środku w bunkrze zejście do  niższej kondygnacji. 
Jest tyle  artykułów  opisujących bunkry Międzyrzeckiego Rejonu Umocnień że nie ma sensu abym je powielał, tym bardziej że moja wiedza na ten temat jest mizerna. Zachęcam do odwiedzenia  tych ruin dopóki wyglądają tak jak obecnie.

Inny podobny wypad był rok później jest do bunkrów przy jeziorze Chycina za Bledzewem. 

Tam podobnie. Sterta głazów betonowych najeżonych prętami zbrojeniowymi. I dobre trzy piętra w dół głazów. Przypomniało mi to trochę rumowiska głazów w Górach Stołowych.



Na zdjęciach rumowiska głazów  betonowych w bunkrze przy jeziorze Chycina. Są to pozostałości bunkrów grupy warownej "Moltke".

Całkiem innym  przeżyciem jest zejście do bunkrów z przewodnikiem. Miejscowość ta nazywa się Pniewo i leży na trasie za Międzyrzeczem jadąc od strony Skwierzyny.  Trzeba w Kaławie skręcić na Pniewo.  Trochę skomercjalizowana wycieczka. Szczególnie w stosunku do tych "dzikich wypadów. Ale przy tym bezpieczna i dająca dużo ciekawych informacji o MRU.

W miejscowości Pniewo przy małym muzeum i kasie wita nas czołg T - 34, a w oddali kilka pojazdów i armat z okresu II wojny światowej. 

Tzw. wilcze zęby  ochrona przed  czołgami


Zejście do bunkrów w kilkunastoosobowych grupach. Bilet kosztuje 20 zł. Są dwie trasy  półtoragodzinna i kilkugodzinna. Wybraliśmy ze względu na moje nogi trasę 1,5 godzinną. Zejście do bunkrów to zejście na poziom 50 metrów pod ziemię. Przejście kilkuset schodów. Zgroza.  Pod ziemią pomieszczenia załogi bunkra, pomieszczenie oficera. Ubikacje. Pokazany tez jest system wentylacji. Dobrze mieć z sobą latarki. Jakkolwiek znaczna część trasy jest oświetlona, to chyba trochę dla zwiększenia atrakcyjności trasy przechodzimy kilkaset metrów korytarzem w zupełnych ciemnościach. W bunkrach jest zimno. Trzeba ubrać się dosyć ciepło. Temperatura około 10 stopni. Zejście było uciążliwe.






 Ale wejście na górę  to dla mnie Mont Everest. Okropność.  Jak już wyszliśmy na górę potrzebowałem kilku chwil odpoczynku.  Do miejsca w którym wchodziliśmy do bunkrów było dobre pół kilometra.  
Udana wycieczka. Dużo nowych informacji. Nie darmo mówią że nawet małe podróże kształcą .

Grupa Warowna "SCHILL"




Właśnie w tym kompleksie bunkrów byłem z grupa przyjaciół w tym roku.

Zejście do bunkra.

Bunkry zachowane w bardzo dobrym stanie. To dopiero jest przygoda. Przygoda przez duże P. Kompleks bunkrów w zasadzie nie wysadzony. Wchodzi się prawie do niezniszczonego bunkra. Krętymi schodami schodzi w dół też dobre 50 m. Schody przy ścianie. Brak barierki. 





Schody gdzie nie gdzie mocno popękane i postrzępione.  Schodziłem na dół z duszą na ramieniu. Lewym ramieniem ocierając się o ścianę, prawą ręką trzymając trochę się za ramię kolegi. Z latarkami czołowymi chodziliśmy po pomieszczeniach bunkra. W niektórych niżej położonych stała woda. W powietrzu unosił się dziwny pył. 
Zdjęcie nie jest zamazane.To własnie ten pył.
W tle oryginalne haki gdzie zakładane były prycze. Znajdujemy się w pomieszczeniu sypialnym

Wchodzę po schodach.  Akurat trzymam rekę na jedynym elemencie dawnej barierki.


Chodziłem po pomieszczeniach ubikacji, "pokojach" sypialnych.
Długie korytarze. Czarno jak w nosie. Delikatnie mówiąc.






Fajna była ta wyprawa. Inna od poprzednich. Sam nie wybrałbym się do takich bunkrów. Bałbym się. Bardzo trzeba uważać idąc po korytarzach. Co jakiś czas w podłodze korytarza są głębokie kanały. Chyba wentylacyjne. Naprawdę trzeba uważać. Samemu na pewno nie wchodzić. 

Doszliśmy do wyjścia. Tam pojawiło się nowe wyzwanie. Trzeba wyjść. Ale jak?
Nad nami dziura w ziemi. W podłodze sterczące pręty zbrojeniowe fi 12. Przed nami ściana postrzępiona 3 metrowa jak nie lepiej. Wejść i spaść to duże prawdopodobieństwo nadziania się na sterczące pręty. Tzn trzeba wejść za pierwszym podejściem. Saper się myli tylko raz.  Byliśmy we czwórkę i z tego bunkra wyszedłem tylko dzięki zaangażowaniu młodszych kolegów. Jeden zrobił z rak stołeczek drugi będąc na górze podał mi ręce. I tak wspólnym wysiłkiem wyszedłem na górę. Uff.


Silna grupa eksploratorów.



Most obrotowy na rzece OBRA


Jednym z elementów Międzyrzeckiego Rejonu Umocnień  były mosty ruchome. W sumie Niemcy wybudowali 10 mostów ruchomych z tego dwa były obrotowe. Ten znajdujący się kolo Starego Dworku działa do dnia dzisiejszego - mimo upływu ponad 70 lat. 
Most . Wygląda niepozornie.  

Wyjście z maszynowni - niestety zamkniętej.

Most wart zobaczenia. Chwilowo nie mam zdjęć - dodam je po powtórnych odwiedzinach na moście.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz