BERLIN PO RAZ DRUGI - STARY MIASTOWY WYGA
tym razem nie czułem się jak wieśniak. Wiedziałem gdzie jechać , jakim s -bahenm , jaki bilet kupić, gdzie wysiąść. Wbrew pozorom to bardzo ważne. Czułem się prawie wcale nie zagubiony. Wysiadłem na Aleksanerplatz. Wiedziałem już że na jednym bilecie z metra mogę jechać tramwajem kilka przystanków. Przyjechałem też do tego Berlina aby zobaczyć jak takie wielkie miasto wygląda mając w swojej społeczności kilkaset tysięcy emigrantów o innym niż nasza kolorze skóry. I faktycznie. " Przygoda " z emigrantami zaczęła się już w pociągu po przekroczeniu granicy. Na trzeciej chyba stacji już na terenie Niemiec do "mojego" wagonu wsiadło kilku młodych śniadoskórych mężczyzn . Jeden, zaraz po tym jak ruszył pociąg poszedł z torbą do toalety. Ja czytałem książkę i kątem oka obserwowałem co się dzieje. Oczywiście pierwsza myśl, terrorysta w WC podłożył bombę. Jak wszedł tam za moment drugi śniady młody kolega to już się zaniepokoiłem. I w końcu sam poszedłem sprawdzić czy jakiegoś pakunku tam nie ma. " Terroryści" wysiedli a ja się pół drogi śmiałem sam z siebie. Na Aleksanderplatz to co zwróciło moją uwagę to ryksze koło wieży widokowej. Młodzi chłopcy z rykszami czekający na turystów. Ja wychowany z socjalizmie, czytałem w gazetach o tych okrutnych kapitalistycznych grubych burżujach którzy właśnie w ubogich Indiach , czy Wietnamie wykorzystują swoją burżuazyjną przewagę i za grosze biedni tubylcy wożą ich wypasione cielska. A tu proszę. W Berlinie mogę wsiąść sobie do takiej rykszy i robić za burżuja. Świat się strasznie przez te 40 lat zmienił.
| ryksze na Aleksanderplatz |
W porównaniu z tym co było zimą wejście do wieży widokowej na Aleksanderplatz było obstawione policją i przez specjalny namiot trzeba było przejść z kontrolą bagażu podręcznego aby dostać się do wieży. Mnie starego, siwego skontrolowano bardzo pobieżnie, w końcu na terrorystę nie wyglądam , ale niektórych sprawdzono zdecydowanie bardziej dokładnie. Na samym placu głośna muzyka, piwo i grupy ludzi śpiewających. Akurat to chyba kibice z Turcji świętowali jakieś wydarzenie sportowe. Słowem hałas, kolorowy tłum przechodzacy z jednej do drugiej strony placu. Murzyni , arabowie, skosnoocy Wietnamcyzcy. No i oczywiście europejczycy w większości Niemcy. Wszyscy uśmiechnięci.
NIE DEPTAĆ TRAWNIKÓW.
Jedną z zapamiętanych prze zemnie opowiadań o zgniłym i złym zachodzie jakie słyszałem to informacja że u nich można na przerwie śniadaniowej w pracy wyjść na pobliski skwer, wyjąć kanapkę i zjeść odpoczywając na kocu. Jak to. ? W mieście!. Na trawniku ? !. Niemożliwe.
A jednak. W Polsce ten absurdalny przepis zniesiono w 2010 roku. Ja nawet teraz czułbym sie niezręcznie leżąc na kocu na trawniku w środku np Wrocławia. Komunistyczne przyzwyczajenia. W Berlinie. Żaden problem.
Zdjęcie zrobione na wyspie muzeum. W najbliższej okolicy inne muzea i synagoga. Pełny luz. Najczęściej młodzi ludzie siedzą sobie na trawie, niektórzy popijają jakieś piwo. Jest bardzo ciepło.
Pływają statki wycieczkowe, na straganach mozna kupić odznaki armii radzeckiej ( podróby).
Zdjęcie zrobione na wyspie muzeum. W najbliższej okolicy inne muzea i synagoga. Pełny luz. Najczęściej młodzi ludzie siedzą sobie na trawie, niektórzy popijają jakieś piwo. Jest bardzo ciepło.
Pływają statki wycieczkowe, na straganach mozna kupić odznaki armii radzeckiej ( podróby).
Następnego dnia wykupuję całodzienny bilet metra. Kosztuje 5,70 euro i jeżdżę sobie metrem od stacji do stacji. Wychodzę na zewnątrz, oglądam najbliższe okolice i wracam do podziemia stacji. Tak miasto zwiedzam pierwszy raz. Jakie wrażenia.?
W Berlinie bardzo wielu rowerzystów. Rowery raczej stare, podniszczone. Ponoć Berlińczycy maja po dwa rowery. Taki codzienny, który jak zostanie skradziony to strata nie duża i nowy ładny i drogi na weekendowe czy wakacyjne eskapady. W każdym razie rowerzystów bardzo dużo.
W bardzo wielu miejscach możliwość pożyczenia roweru w takich automatycznych samoobsługowych wypożyczalniach. Rowery dosyć specyficzne , tak że raczej do kradzieży z myślą o odsprzedaniu się nie kwalifikują. Ale to że rowery można w Berlinie wypożyczyć na przemieszczenie się z jednego miejsca w mieście do drugiego to jest już normalne w wielu miejscach w Polsce i nie robi wrażenia, to na mnie wypożyczalnia takich elektrycznych pojazdów na dwóch kolkach. Segway się to coś nazywa. Jeździć na tym Segwayu mogą chyba tylko akrobaci ale widziałem osoby jeżdżące. Poruszają sie dużo szybciej niż piesi. Dobra . Rowery i segwaye można pożyczyć w Berlinie. Ale dużym zaskoczeniem było dla mnie fakt że można też wypożyczyć samochody . Wypożyczalnia samoobsługowa. Jak rowery.
Samochód czekający na wypożyczenie. Prawda że niesamowite. ?
Ile to kosztuje? 30 eurocentów za minutę, wychodzi 15 euro za godzinę albo jak na cały dzień to 54 euro. Jak dal nas w Polsce nie jest to tanio, dla pracującego mieszkańca Berlina chyba wcale nie tak drogo. Dla rencisty w Polsce -MASAKRA.
Ulice w Berlinie zatłoczone są znacznie ale chyba nie aż tak jakby na to mogło wskazywać 4 milionowe miasto. Połączenia komunikacji publicznej tj tramwaj, metro i kolejka naziemna są tak mocno rozbudowane i tak częste że poruszane się po mieście nie stanowi żadnego problemu. Posiadanie samochodu wskazane jest przy wyjeździe poza Berlin. W samym mieście moim zdaniem zbędne. Co było jeszcze fajne ? i dla mnie nieznane. Automt do robienia zdjęć z widoczkiem w tle. Do robienia pocztówek indywidualnych.
Fajne ale nie widziałem aby ktoś korzystał.
I automaty pierwszej pomocy . Stoją na stacjach metra. Dla mnie naprawdę bardzo dobry pomysł. Chyba mając na niektorych przystankach i dworcach w Polsce taki automat czułbym się bezpieczniej.
Wygląda to tak :
na samym dole guziczek aby mógł z automatu skorzystać też osoba jeżdżąca na wózku. Bardzo to fajne jest i wygodne.
MUZEUM TECHNIKI W BERLINIE
Po pierwsze. Zdecydowanie niedrogie. Po drugie. Zajęcie na cały dzień.
Ostatnio widziałem dużo rożnych muzeów. To w Berlinie - Muzeum Techniki było jednym z najciekawszych. Eksponatów jest tu strasznie dużo, działow techniki też. Co zapamietalem najbardziej.? To co widziałem pierwszy raz w życiu. Wagon do przewożenia żydów do obozów koncentracyjnych. Oczywiście wagon byl odrestaurowany, inaczej nie doczeka by do czasów dzisiejszych ale wnętrze tego wagonu było okropne.
Wagon cesarza Wilhelma II. Dużo lokomotyw z wieku XVIII i XIX wieku.
| widok wnętrza wagonu z XIX wieku II i III klasy |
Ale lokomotywy i kolejnictwo nie są najbardziej atrakcyjnymi eksponatami muzeum. Dal mnie najciekawsze były eksponaty z dziedziny filmu i fotografii.
| awatar |
| Radio z adapterem |
Pierwsze aparaty fotograficzne, powiększalniki . W sumie jestem w takim wieku że czasami zaczynam widzieć przedmioty ktore używałem w swoim życiu jako przedmioty muzealne. ZGROZA. Inna sprawa że czas teraz strasznie szybko biegnie.
| Adapter z lat 70 |
TO co w latach 60 było osiągnięciem techniki w roku 2010 jest eksponatem muzealnym. Tak było z wystawą radiowa telewizyjną w tym muzeum. Ale powracając do ekspozycji muzealnej. Pierwsze pseudo filmy . Kilkadziesiąt fotografii robionych co kilka sekund zmontowane obok siebie i puszczone robią wrażenie ruchu. I tak w muzeum zobaczyłem ten ruch pozorny po raz pierwszy. Super. Innym nawet nie eksponatem, ale takim obrazem przestrzennym była głowa człowieka -sprawiała wrażenie żywej. Taki przestrzenny obraz jak ogląda sie czasem na filmach SF albo w bajkach. Nazywali to jako AWATAR.
Zachęcam wszystkich jadących do Berlina do zwiedzenia muzeum techniki.
MUR
Tajemniczy. Okropny mur. Relikt zimnej wojny. Świadek śmiertelnych postrzeleń uciekinierów DDR. Tam za murem był inny świat. Inne bogate Niemcy. Bogaty zachód.
Mur w dniu dzisiejszym ten który ja widziałem nie ma nic wspólnego z tamtym. Nie ma kawałka muru który byłby w takim samym stanie jak w czasach zimnej wojny. Wszystko takie skomercjalizowane pozbawione realiów tamtych lat. Uważam że powinien być 50 metrowy chociaż kawałek muru z otaczającym je ziemią niczyją tak jak było to przed laty. Brak kompletnie patosu z tamtych lat. Tak jak Niemcy dbali o historię i udokumentowanie chociażby zniszczeń Berlina w czasach wojny tak w sprawie muru jakoś mieli inną, dla mnie niezrozumiałą koncepcję.
W Berlinie jest tyle atrakcji, że nie sposób napisać to w jednym poście. Zapraszam do czytania następnych. :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz