sobota, 23 stycznia 2016
WIEŚNIAK w BERLINIE.
BERLIN.
Rowery stoją na parkingach rowerowych koło miejsc pracy . W zasadzie w całym Berlinie.
Nie każdy ma szczęście. Nie są to częste widoki, ale niestety się zdarzają.
![]() |
| Brama Brandenburska |
W końcu jestem w Berlinie. Wielkie miasto leżące tak blisko zachodnich granic Polski. Byłem w Berlinie raz . W latach 90 pojechałem na t.zw. wystawki, Kupiłem, czy też dostałem zepsuty telewizor kolorowy, odkurzacz który służył u mnie w domu jeszcze z 10 lat. Potem już nie było czasu, okazji ani pieniędzy aby jeździć gdziekolwiek dla przyjemności. W końcu teraz jest okazja. Nocujemy u syna. Plan: zwiedzamy głównie muzea. Muzea Berlińskie w większości mieszczą się w wielkich gmachach pieczołowicie odbudowanych po II światowej wojnie. Dwu lub trzypiętrowe budynki z tysiącami eksponatów. Optymistę chcącego zobaczyć w miarę dokładnie eksponaty w tych muzeach , a planującego zwiedzenie w przeciągu kilku dni kilkanaście muzeów informuję : jest to nieosiągalne. Optymistę w moim wieku informuję: nogi będziesz miał koło uszu, na drug dzień nie zwleczesz się z łóżka. Byliśmy w 4 muzeach w tych wielkich gmachach
i w jednym małym muzeum - muzeum motocykli.
O muzeach napiszę potem . Teraz wrażenia.
Jest zima, więc jest zimno. Na drogach, bardziej na ścieżkach rowerowych suną dziesiątki rowerzystów. W bardzo różnym wieku, ubarwieniu skóry. Dziewczyny, kobiety dojrzałe. Młodzieńcy, starsi panowie.
Rowery stoją na parkingach rowerowych koło miejsc pracy . W zasadzie w całym Berlinie.
Nie każdy ma szczęście. Nie są to częste widoki, ale niestety się zdarzają.
Mieszkaliśmy w odległości trzech przystanków od Alexanderplatz, w dawnej wschodniej (DDR) części Berlina. Nad placem góruje wielka wieża telewizyjna widoczna prawie z każdego miejsca w Berlinie.
Codziennie jadę tramwajem. Tramwaje w Berlinie mają przed numerem linii literkę M. Częstotliwość linii nr 4 którą głównie jeździliśmy się to 6 minut. W zasadzie nigdy nie czekałem na tramwaj. Cena biletu 1,7 Euro.
Gdy jechałem tramwajem a potem metrem cena biletu wynosiła 2,7 euro. Bilet był ważny na całej trasie pod warunkiem że jechało się do przodu (czyli w tym samym kierunku). Dla turysty bez znajomości języka, wsiowego tak jak ja - określenie w takim mieście co to znaczy do przodu jest dużym wyzwaniem.
W tramwajach pasażerów dużo, czasem tłok. Zdecydowanie więcej niż we Wrocławiu w przeciętnym dniu na przeciętnie ruchliwej trasie. Różnej narodowości, kolorze skóry. Dużo młodych ludzi. Czasem kobieta w chuście wzbudzająca moje zainteresowanie i leciutkie obawy. ( terorystka??).
Ceny. ?? W małych barach takim z przekąskami i piwem jak na moją tzn rencisty kieszeń drogo. W sklepie - byłem tylko w Lidlu porównując ceny euro do złotego jakieś 25 % drożej. Generalnie ceny Lidla nie powodują palpitacji serca. Pracując w Berlinie i zarabiając najniższą niemiecką pensję chyba całkiem fajnie by się żyło.
Berlin to cały czas plac budowy. Jadąc metrem po prawej i lewej stronie widać wielkie dźwigi.
Za czysto to w tym Berlinie nie jest. Dużo śmieci przy stacjach metro, dużo ludzi chodzi z papierosami po ulicy, pali na przystankach. Z jeden strony rowerzyści na ulicach symbolizują ludzi dbających o zdrowie, z drugiej palacze chodzący po ulicach. Co jakiś czas od mijającego palacza czuć zapach inny niż papierosowy.
Mieszkałem w blokach budowanych jeszcze przed wojną. Widok z okna na sąsiednie budynki przypominał widok z okna w Szczecinie czy Wrocławiu. Tu się podobieństwo kończy. Budynki wyremontowane, z ogrzewaniem podłogowym, duże, przestronne. Od podwórka do każdego budynku dobudowana winda i tak wkomponowana w budynek że do każdego piętra w 4 piętrowym budynku jest dojazd. Winda malutka. Cztery osoby mieszczą się, ale dosyć ciasno. Robić tą windą przeprowadzkę - katastrofa. :)
Jeszcze jedno. Mosiężne tabliczki na bruku przy bramach wejściowych. Czasem tylko jedna, czasem więcej. Na tabliczkach nazwiska dawnych, przedwojennych mieszkańców zabitych przez Nazistów.
Za krótko byłem w Berlinie aby mieć bardziej interesujące spostrzeżenia. Ale i tak pobyt był super. Większość czasu i tak spędziliśmy w muzeach, o czym za kilka dni napiszę.



Brak komentarzy:
Publikowanie komentarza