czwartek, 28 stycznia 2016
312 km GROZY
Jadę. Do przejechania mam ponad trzysta km. Dla zawodowego kierowcy, dla młodego kierowcy nie jest do dużo. Dla mnie trochę uciążliwe. Ale jadę. Trza to trza. Pogoda ładna, jak na koniec stycznia ciepło - 10 stopni na plusie. Spokojnie, z trzema chwilowymi przystankami to 5 godzin jazdy. Ja jadę najczęściej z prędkością 80-90 km /godź. Godzina 8.17 jak wsiadam do samochodu. Przed tym jeszcze kawa. Radio podaje komunikat dla kierowców. Objazd na trasie do Warszawy. Czołowe zderzenie. Wyprzedzał młody kierowca na ciągłej linii przy zakręcie. Nie żyje. Przesrane. Mój Ford ma kilkanaście lat. Dochodzi do pełnoletności. Naprawiany jak tylko coś nie działa. Olej dolany, płyn do spryskiwaczy również (ostatnio zabrakło). Zatankowany 25 litrami benzyny - z palcem w nosie ma przejechać te 320 km. Mijam Pniewy. Trochę siąpi Mam za sobą 50 km - przed jeszcze 250 km. Przede mną ciągnik i dwa auta. I zakręt. Wlecze się. Jedziemy w kolumnie. Za mną kilka aut. Wszyscy 30 km na godzinę. Jak długo ten traktorzysta chce jechać tą drogą?? Dlaczego kur... akurat teraz. I nagle w lusterku widzę. Jest. Kandydat do komunikatu radiowego i statystyk. 150 na liczniku. To tak na spokojnie. Zbliża się. Widzę w lusterku. Z naprzeciwka też. To już widzę bez lusterka. Wjeżdża w lukę przede mną. Brakuje z 50 m do spotkania. Muszę przyhamować. Kretyn pierdo.......
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz