czwartek, 27 sierpnia 2020

312 kilometrów grozy.

 

czwartek, 28 stycznia 2016

312 km GROZY







Jadę. Do przejechania mam ponad trzysta km. Dla zawodowego kierowcy, dla młodego kierowcy nie jest do dużo. Dla mnie trochę uciążliwe. Ale jadę. Trza to trza. Pogoda ładna, jak na  koniec stycznia ciepło - 10 stopni na plusie. Spokojnie, z trzema chwilowymi przystankami to 5 godzin jazdy.  Ja jadę najczęściej z prędkością 80-90 km /godź.  Godzina 8.17 jak wsiadam do samochodu. Przed tym jeszcze kawa. Radio podaje komunikat dla kierowców. Objazd na trasie do Warszawy. Czołowe zderzenie. Wyprzedzał młody kierowca na ciągłej linii przy zakręcie. Nie żyje. Przesrane. Mój Ford ma kilkanaście lat. Dochodzi do pełnoletności. Naprawiany jak tylko coś nie działa. Olej dolany, płyn do spryskiwaczy również (ostatnio zabrakło). Zatankowany 25 litrami benzyny - z palcem w nosie ma przejechać te 320 km.  Mijam Pniewy. Trochę siąpi  Mam za sobą 50 km - przed jeszcze 250 km. Przede mną ciągnik i dwa auta. I zakręt. Wlecze się. Jedziemy w kolumnie. Za mną  kilka aut.  Wszyscy 30 km na godzinę. Jak długo ten  traktorzysta chce jechać tą drogą?? Dlaczego kur... akurat teraz.  I nagle w lusterku widzę. Jest. Kandydat do komunikatu radiowego i statystyk.  150 na liczniku. To tak na spokojnie. Zbliża się. Widzę w lusterku. Z naprzeciwka też. To już widzę bez lusterka. Wjeżdża w lukę przede mną. Brakuje z 50 m do spotkania. Muszę przyhamować. Kretyn pierdo.......



Serce trochę mocniej biję. Ręce zaciskają się mocniej na kierownicy. Mija 100 km jazdy. Czas rozprostować kości. Słowem 10 minut przerwy. Kawa z automatu na stacji ORLEN. 400 ml - po cholerę tak dużo. Cena z kosmosu - 8 zł za kubek. Kawa dobra ale zdecydowanie jej za dużo. Zostawiam część kawy w kubku.  W końcu jeszcze 200 km do celu. Ruszam dalej. Przedemną TIR za nami TIR. Marne, stresujące towarzystwo. Jadę 80 km na godzine. Droga trochę mokra,  wyprzedzające mnie samochody zostawiają na szybie brudną mgłę. TIR za mną coraz bliżej. Trąbi, daje znaki światłami. Jedzie w odległości 1,5 metra za mną. Co się dzieje? Złapałem gumę.?? Odpada mi koło??. Palą się hamulce?? Mam może otwarty bagażnik.?? Co ta pierd.. ....wa chce??. Rejestracja nie polska. Chyba litewska. ?? Zwalniam i przesuwam się do prawej krawędzi jezdni.  Wyprzedzaj mnie i jedź w jasną cholerę - myślę. Z przeciwka cały czas ktoś jedzie. Przyspieszam do 90 km, potem do 95 km na godzinę. Ten palant cały czas 1,5 metra za mną.






Jako żywo, przypomina mi się pierwszy film Spielberga - Pojedynek na szosie. Mija 5 godzina jazdy. Jeszcze ze 30 km i jestem na miejscu. Następna podobna trasa za tydzień. Może wtedy będzie ciepło i słonecznie. Ale najprawdopodobniej trochę będzie jak zwykle przypominać rosyjską ruletkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz