WARSZAWA
Warszawę pamiętam z lat 70. Ostatni raz byłem tam w 1978 roku, na wycieczce z zakładu pracy. Poprzednio kilka razy. Pamiętam zburzony pałac królewski, kawałek muru jaki wystawał z zarosli. Miałem wtedy z 10 lat i tata mówił mi, o ile dobrze pamiętam, że władza ludowa nie będzie odbudowywała pałacu króla. Dobrze że ta władza ludowa to już historia. Mówił to z przekąsem, ironią . Tak pisze aby było to jasne. Dobre dwa lata przymierzałem się do wyjazdu do Warszawy i zwiedzenia jej chociaż w części. A to pieniędzy było mało, a to czasu albo i tego i tego. W końcu wszystko się zgrało i pojechałem.
Wysiadłem w Warszawie na Dworcu Centralnym. Wyjście z dworca i widzę Pałac Kultury. Pamiętam z przed 30 lat monumentalny, wielki i dostojny budynek. Wszystko do około było małe. Teraz Pałac Kultury wygląda jak jeden z brzydszych budynków. W około wielkie wieżowce ze szkła i betonu. Robią wrażenie. Robią wrażenie szczególnie na mieszkańcu takiej wioski jak Murzynowo.
Do Warszawy pojechałem zwiedzić muzeum Powstania Warszawskiego i Muzeum historii Żydów Polskich. Pierwszego spotkanego przechodnia spytałem jak dojechać do Muzeum Powstania a on zaproponował że mnie podwiezie za 15 zł. Okazało się że to stary Warszawiak i do tego kierowca taksówki. Pojechałem i dzięki temu za kilka minut byłem na miejscu. Na podwórzu muzeum kolejka do kasy ma 100 metrów. W jednym rzędzie stoją 4 osoby. Czekania na dwie godziny. Jest rano i trochę chłodno .
Powoli przemieszczam się do kasy. Po niecałych dwóch godzinach mamy bilety i ustawiam się w następnej kolejce Tym razem kolejka do wejścia do muzeum. Ludzie z kolejki wpuszczani są partiami po kilkadziesiąt osób . Jednocześnie wchodzą grupy zorganizowane takie po 20 i więcej osób. Słowem ścisk.
Wchodzę. Tłok jak w zatłoczonym tramwaju. Kilka grup obcokrajowców, jakaś grupa z Polski. Przewodnicy mówią głośno, trochę jedni przez drugich. Do każdego eksponatu tłum ludzi . Trudno się dopchać, trudno spokojnie przeczytać o eksponatach czy pooglądać. W muzeum półmrok i taki przygnębiająca atmosfera. Do tego straszny harmider. Ekspozycja muzealna pokazuje początek wojny. Bombardowanie Warszawy, pierwsze dni okupacji. Dużo jest plakatów okupanta o egzekucjach. Okropne. Ale co mnie poruszyło?. Plakat nawołujący i zachęcający kobiety do wyjazdu do Rzeszy. Do pracy. Nie przymusowy wywóz na roboty do Niemiec, ale oferta pracy.
Dużo zdjęć, dużo dokumentów w gablotach. Trochę karabinów i pistoletów a przede wszystkim hałas i tłok. Wychodzę na zewnątrz. Koniec zwiedzania.
Pamiątkowe zdjęcie przy replice pojazdu "pancernego" powstańców.
Jadę tramwajem do następnego muzeum.
Trochę za pomocą informacji od warszawiaków, w dużej mierze dzięki aplikacji Google Maps na telefonie jadę do Muzeum POLIN - Muzeum Historii Żydów Polskich.
Rewelacja z tymi mapami i planami miast w telefonie. Korzystam w zasadzie pierwszy raz. Trochę mi to nie wychodzi. Nie umiem palcami tak operować aby mapę przesuwać, powiększać czy zmniejszać. Ale po kilku k............... a zaczynają te operacje wychodzić. Jadę tramwajem, dla mnie to atrakcja. Wysiadam i zmęczony samą perspektywą kilkuset metrowego spaceru siadam na tarasie kawiarni z myślą o kawie i herbacie.
Zamawiam kawę i herbatę. Nie ma cukru tylko rodzynki. Idę po cukier. Mimo wielu prób trudno mi zrezygnować z kawy nie słodzonej . Możliwie kiedyś się uda, tak jak z papierosami. Rzucałem kilkukrotnie, zmniejszałem ilość wypalanych papierosów i w końcu się udało.
Malutka kawa, mała herbata zostaje wypita szybko. Idę płacić i tu szok . Czternaście złotych - toż to ponad 3 euro.
Zgroza. Moja renta to 630 zł.
Idę i o dziwo wcale nie jest to daleko. Staję koło pomnika Powstania w Gettcie. Obok wielki, nowoczesny przeszklony budynek. Muzeum Historii Żydów Polskich.
Kupuję bilet ulgowy - 15 zł i wchodzę do przestronnego szklanego budynku.
Pani strażniczka kieruje do wejścia na sale ekspozycyjne muzeum. Zapoznanie się z historią żydów zaczynamy od czasów Faraonów. Muzeum z XXI wieku. Bardzo dużo gablot z komputerami umożliwiającymi czytanie i oglądanie interesujących nasz zagadnień. Na ścianach mapy i zdjęcia obrazujące życie żydów w Polsce XV wieku i później. Na podłodze zaznaczony jest kierunek jak iść do poszczególnych sal - kierunek zwiedzania aby było to chronologicznie. Na początku pogubiłem się trochę . Nie zauważyłem tych strzałek. Inna sprawa, że tak jak w Berlińskich muzeach przydał by się ktoś kto by zagubionych zwiedzających pokierował. Chodzę i oglądam. Dla mnie który o żydach wiedział i wie tylko tyle, że bywają ortodoksyjni, noszą często pejsy i takie śmieszne mycki na głowie. Wiem że w okresie II wojny światowej i wcześniej w Niemczech byli mordowani, byli wywożeni do obozów koncentracyjnych i bohatersko walczyli w powstaniu w getcie warszawskim. Czyli bardzo mało a właściwie prawie nic. Ilość wiedzy która w tym muzeum jest o żydach ich obyczajach i kulturze jest tak duża, że nie jest możliwe wszystko spamiętać. Wyjście do takiego tematycznego muzeum powinno być poprzedzone jakimś przygotowaniem się. Poczytaniem historii żydów, trochę o obyczajach i kulturze. No i należy przeznaczyć na to muzeum przynajmniej 6 godzin aby spokojnie wszystko poczytać i pooglądać.
Do Warszawy pojechałem zwiedzić muzeum Powstania Warszawskiego i Muzeum historii Żydów Polskich. Pierwszego spotkanego przechodnia spytałem jak dojechać do Muzeum Powstania a on zaproponował że mnie podwiezie za 15 zł. Okazało się że to stary Warszawiak i do tego kierowca taksówki. Pojechałem i dzięki temu za kilka minut byłem na miejscu. Na podwórzu muzeum kolejka do kasy ma 100 metrów. W jednym rzędzie stoją 4 osoby. Czekania na dwie godziny. Jest rano i trochę chłodno .
Powoli przemieszczam się do kasy. Po niecałych dwóch godzinach mamy bilety i ustawiam się w następnej kolejce Tym razem kolejka do wejścia do muzeum. Ludzie z kolejki wpuszczani są partiami po kilkadziesiąt osób . Jednocześnie wchodzą grupy zorganizowane takie po 20 i więcej osób. Słowem ścisk.
Wchodzę. Tłok jak w zatłoczonym tramwaju. Kilka grup obcokrajowców, jakaś grupa z Polski. Przewodnicy mówią głośno, trochę jedni przez drugich. Do każdego eksponatu tłum ludzi . Trudno się dopchać, trudno spokojnie przeczytać o eksponatach czy pooglądać. W muzeum półmrok i taki przygnębiająca atmosfera. Do tego straszny harmider. Ekspozycja muzealna pokazuje początek wojny. Bombardowanie Warszawy, pierwsze dni okupacji. Dużo jest plakatów okupanta o egzekucjach. Okropne. Ale co mnie poruszyło?. Plakat nawołujący i zachęcający kobiety do wyjazdu do Rzeszy. Do pracy. Nie przymusowy wywóz na roboty do Niemiec, ale oferta pracy.
Dużo zdjęć, dużo dokumentów w gablotach. Trochę karabinów i pistoletów a przede wszystkim hałas i tłok. Wychodzę na zewnątrz. Koniec zwiedzania.
Pamiątkowe zdjęcie przy replice pojazdu "pancernego" powstańców.
Jadę tramwajem do następnego muzeum.
Trochę za pomocą informacji od warszawiaków, w dużej mierze dzięki aplikacji Google Maps na telefonie jadę do Muzeum POLIN - Muzeum Historii Żydów Polskich.
Rewelacja z tymi mapami i planami miast w telefonie. Korzystam w zasadzie pierwszy raz. Trochę mi to nie wychodzi. Nie umiem palcami tak operować aby mapę przesuwać, powiększać czy zmniejszać. Ale po kilku k............... a zaczynają te operacje wychodzić. Jadę tramwajem, dla mnie to atrakcja. Wysiadam i zmęczony samą perspektywą kilkuset metrowego spaceru siadam na tarasie kawiarni z myślą o kawie i herbacie.
Zamawiam kawę i herbatę. Nie ma cukru tylko rodzynki. Idę po cukier. Mimo wielu prób trudno mi zrezygnować z kawy nie słodzonej . Możliwie kiedyś się uda, tak jak z papierosami. Rzucałem kilkukrotnie, zmniejszałem ilość wypalanych papierosów i w końcu się udało.
Malutka kawa, mała herbata zostaje wypita szybko. Idę płacić i tu szok . Czternaście złotych - toż to ponad 3 euro.
Zgroza. Moja renta to 630 zł.
Idę i o dziwo wcale nie jest to daleko. Staję koło pomnika Powstania w Gettcie. Obok wielki, nowoczesny przeszklony budynek. Muzeum Historii Żydów Polskich.
Kupuję bilet ulgowy - 15 zł i wchodzę do przestronnego szklanego budynku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz