czwartek, 27 sierpnia 2020

BERLIN -3 DNI W MUZEACH

 

TRZY DNI W MUZEUM





Jednym z powodów jakim był wyjazd do Berlina było zwiedzenie berlińskich muzeów. Jadąc tam wiedziałem, że tych muzeów jest dużo, a czasu będzie tylko pełne trzy dni tak, że i tak wszystkich nie obejrzę. Rzeczywistość przeszła jednak  moje oczekiwania. Tych muzeów jest całkiem po prostu bardzo dużo, a każde jest wielkie. Główne eksponaty muzealnego berlina mieszczą się na tzw wyspie muzeum. Wyspa mieszcząca się na rzece Sprewie w centrum berlina. Jest to jeden z najważniejszych centrów muzealniczych świata. Nam w ciągu trzech dni udało się zobaczyć 4 muzea na wyspie i jedno po drodze. To po drodze to muzeum motocykli. Ale po kolei.

DZIEŃ PIERWSZY.

Jadę na AlexanderPlatz do punktu informatycznego. U sympatycznej pani kupuję 3 dniowy bilet na wszystkie muzea znajdujące się na wyspie muzeum. 




 Optymistycznie zakładam że wszystkie muzea odwiedzę Tym bardziej że bilet kosztuje 24 euro - prawie 100 zł. Idziemy do pierwszego z nich. Z Alexanderpatz do wyspy muzeum nie jest daleko. Dwa przystanki  tramwaju.  Latem przy ciepłej, słonecznej pogodzie był to spacerek. Jestem w styczniu. Wieje trochę zimny wiatr, jest w okolicach zera. Na chodniku gdzieniegdzie lód. Idzie się znacznie gorzej niż latem by się szło. Dochodzimy do ALTE MUZEUM. Po niemiecku nie umiem. W zasadzie w żadnym języku nie umiem - no może po Czesku. Przy drzwiach strażnicy. Pokazujemy bilety, chcemy wchodzić a tu HALT.  Dlaczego. ?? Czy na te  3 dniowe karnety tutaj nie są ważne?. Niemcy coś tłumaczą. W końcu, po chwili rozumiem - musimy wpisać Imię i Nazwisko swoje jak i dzisiejszą datę - tzn datę od której zaczynamy zwiedzanie zaczyna  się liczyć te trzy dni. Na murku, pożyczonym długopisem wpisujemy dane, datę i wchodzimy.  Budynek kilku piętrowy, rozległe wielkie hale pełne eksponatów. Słowem raj.  Zawsze interesowałem się historią. Jako bardzo młody człowiek przeczytałem dużo książek o wykopaliskach archeologicznych , szczególnie o skarbie króla Priama - pisał o tym sam Scheliman,  organizator ekspedycji i jej inwestor.  I w końcu zobaczyłem.

SKARB KRÓLA PRIAMA

No cóż. Gdyby nie moje wspomnienia z lat dzieciństwa i marzenia o odkryciu podobnego przeszedłbym obok tych eksponatów obojętnie. Tutaj jednak pełne skupienie i błysk w oku.
Skarb króla Priama -  dla mnie zobaczenie tego warte było odwiedzin. 

Zona Henryka Schliemanna ubrana w biżuterię wydobytą ze skarbca.


Skarb Króla Priama - następna gablota.




Wielkie jest to muzeum. Chodzenia na kilka godzin. Spokojnego chodzenia - na dzień lub dwa.  Co tam jeszcze było fajnego ?. Odkopana na przełomie wieków, przewiezione i zmontowane cala brama targowa z Miletu. Brama wzniesiona w II wieku naszej ery w mieście Milet, w Azji Mniejszej (obecna Turcja) wtedy była to ziemia pod panowaniem Cesarstwa Rzymskiego.






Robi wrażenie ta budowla. Tym bardziej ze możemy dotykać budowlę z II wieku naszej ery. 
Chodzę już trzecią godzinę. Nogi zaczynają boleć. Oglądam tysiące eksponatów i z Czasów Cesarstwa Rzymskiego jak i wcześniejszych. Wchodzę  do sali gdzie pokazywany jest kultura i sztuka Etrusków. Coś słyszałem o takich ludach. Nie za bardzo wiedziałem gdzie mieszkali. Teraz wiem !!!!
Takim wcześniejszym ludem  jeszcze przed rzymianami byli Etruskowie. Osiedlili się na terenach obecnej Italii. Byli poprzednikami Cesarstwa Rzymskiego. 



W salach wystawowych ludzie chodzą w słuchawkach, mając na szyi zawieszone takie małe elektroniczne pudełka.  To są tłumacze. W pierwszym dniu chodzenia po muzeach nie poszliśmy wypożyczyć takiego tłumacza. Myślałem ze to jest dodatkowy wydatek, a kosztowały nas bilety na tyle drogo że dodatkowe wydatki nie były wskazane.  W drugim dniu byłem już bardziej obyty. 

DZIEŃ DRUGI

Drugi dzień zacząłem od zwiedzania muzeum motocykli. Nie jestem miłośnikiem motocykli.   Muzeum mieści się w takim  parterowym pomieszczeniu. Wchodzę. Bilet pięć euro od osoby  i zakaz fotografowania. Tzn. za robienie zdjęć trzeba dodatkowo zapłacić. Nam pan sprzedający bilety pozwolił w ramach biletu robić zdjęcia. Byłem zresztą jedynym zwiedzającym. Motocykle super. Część w poziome wejścia tzn  na parterze, część w " piwnicy". Motocykle, skutery i motorowery głównie niemieckie zarówno z NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna) i jak i  RFN a także przedwojenne. Przedwojenny tez  jeden samochód  chyba Ford.



Widok ogólny na muzeum ( sala w piwnicy)

W muzeum klimat lat 60. Dodatkowe eksponaty typu czarno biały telewizor, urządzenia AGD lat 70 z DDR. Dla znawcy i miłośnika motocykli duża atrakcja - dla mnie: zobaczyłem kilka ciekawych motorów. Motorowerów Simson o którym w latach 70 przez moment marzyłem . 

Idziemy kawałek i wchodzimy do Muzeum Malarstwa. Wielki gmach, jak  poprzedni i tysiące obrazów. Tutaj jednak jesteśmy mądrzejsi . Cóż . Podróże kształcą. Idziemy do wypożyczalni tłumaczy.  Tłumacz tłumaczy w różnych językach. Niestety ie zawsze jest tam i język polski. W muzeum malarstwa był angielski, włoski, hiszpański i chyba rosyjski.  Ja ambitnie na hiszpański. Niestety po kilku minutach moje ambitne plany rzeczywistość sprowadziła do parteru. Umiem po hiszpańsku podstawowe zwroty grzecznościowe, może trochę w sklepie i w podróży. Malarskie zwroty na pewno nie. 

 Faktycznie są ładne. I faktycznie jest ich strasznie dużo. Dla konesera, znawcy malarstwa oglądanie obrazów malarzy niemieckich siedemnastowiecznych to być może przeżycie niezapomniane. Dla mnie - trochę w konsekwencji nudne. Tak na marginesie myślałem że będzie jakiś Rubens, Leonardo da Vinci albo ktoś podobnego formatu. Na drugim piętrze są impresjoniści. Tu ożywiam się.  Oglądam obrazy z większym jakby namaszczeniem. Malarze - francuscy impresjoniści : Auguste Renoir, Claude Monet, Edgar Degas i inni. 





                 Obraz Van Goga . Mały taki 30 cm na 30 cm.

Obraz Van Goga był tylko jeden. 
W sumie zwiedzanie i oglądanie obrazów zajęło mi 6 godzin i po południu wychodząc z muzeum myślałem przede wszystkim aby siąść sobie na dłużej odpocząć. Idę w stronę Alexaderplatz na frytki i kiełbasę  i na dobre piwo. 

DZIEŃ TRZECI.

Wstaję  rano. Nogi bolą. Twardo, z postanowieniem zaliczenia następnego muzeum jedziemy na Wyspę. Tym razem odwiedzam MUZEUM NOWE. Z doświadczeniem dni poprzednich z szatni swoje kroki kieruję  do wypożyczalni tłumaczy. I tu rozczarowanie - tylko po angielsku. Chodzę jak w dniach poprzednich z hali do hali. Oglądam antyczne rzeźby . Setki rzeźb. Prawie wszystkie mają poobcinane ręce. Często brakuje im też nosów. W osobnym pomieszczeniu ekspozycja starożytnych monet. Monety z czasów Greckich i Cesarstwa Rzymskiego. Złote monety o wartości większej niż mój wymarzony nowy bus. Ale nie ważne ile są warte. Są po prostu piękne. 



Mam kilka starych monet. Jedną z cesarstwa rzymskiego.  Tą moja pozwalam oglądać znajomym tak że mogą potrzymać ją w ręku -pooglądać i dotknąć. To inaczej jak za gablotą. To się jakimś siódmym zmysłem czuje że tą monetę dotykał ktoś z przed 1800 lat. 

Wyspa Muzeum zbudowana była w znacznej części przed II wojną. Podczas działań wojennych a szczególnie podczas zdobywania Berlina przez Armię Radziecką zniszczona została w 70 %. Po wojnie odbudowana. Budynki muzealne odbudowane są bardzo pieczołowicie. Jednak tam gdzie była możliwość pokazania starych przedwojennych murów wraz z malowidłami na ścianie  pokazano to. Elementy budynków ze śladami kul są wyeksponowane. Widoczne są wgłębienia na  betonowych kolumnach po kulach karabinowych. 
                         Ta czerwona ściana jest ścianą z przedwojennego budynku.  
Ma murze widoczne ślady po kulach karabinowych.
Ogólnie. Fajnie jest pochodzić po tych muzeach, pooglądać eksponaty które w innych muzeach trudno zobaczyć. Ale taki kilkudniowy maraton, nawet dla kogoś kto lubi historię, stare i starożytne rzeczy jest wyczerpujący i po kilku dniach przynajmniej mi pozacierały się i obrazy, i większość eksponatów.
Nie zmienia to faktu że jak będzie okazja to do Berlina pojadę raz jeszcze.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz