czwartek, 27 sierpnia 2020

RAPORT POSZUKIWACZA część pierwsza

 

roda, 11 listopada 2015

RAPORT POSZUKIWACZA 1


10.11. 2015  rok


na łące

  Wieje. Jest ciepło, ale wieje jakby się ktoś powiesił.  Ale nie pada, czasem kilka kropel. Nie ma wymówek. Trza na pole. Trzeba szukać "skarbów".  Szaleństw nie było. Wykopałem ze 100 dołków, zasypałem dokładnie tyle samo co wykopałem. Zasada poszukiwacza na polu, łące  czy lesie. Zakopuj za sobą dołki. Nawet te małe. Zakopuj tak aby po tygodniu nikt nie zauważył że tutaj byłeś. Wykopałem łuski od pepeszy. Fajne z 1944 roku. Pierwszych piętnaście cieszyło. Potem już  trochę mniej. Trawa na łące zbita. Trudno przebić się przez nią szpadlem. Staram się kopać na łące tak: cztery uderzenia łopatą i wykopuje kostkę ziemi z darnią. Sprawdzam kostkę - nie ma sygnału. Zatem  kopie dalej w miejscu gdzie już nie ma darni. Wykopane dwie  saperki ziemi. Sprawdzam . Jest sygnał. Rozgarniam ziemię. Kula od muszkietu. Fajnie.
Nie zawsze jest fajnie. Sprawdzam. Następna nakrętka  od butelki po wódce. To już 30 w dniu dzisiejszym. Pod nosem ku...... wa. Albo i nie pod nosem. Trochę już i ręka boli od dwugodzinnego machania.  Sygnał. Stały wyraźny niezanikający . Cztery ruchy łopatą. Kostka  ziemi z darnią. Sygnał w kostce. Otrzepuje kostkę o ziemię. Sprawdzam. Sygnał na trawie. Znaczy coś metalowego odpadło od kostki darni z ziemią. Przeczesuje ziemię ręką. Ciemny krążek. Jest. 1 pfennig 1862 rok.  Ładny, czytelny i wyraźny. Wart może z 5 zł, ale dla mnie to skarb. Wcale mnie już ręka nie boli. Jakoś przeszło.  Muszę jednak poskromić zapędy poszukiwacza. Godzina szukania, piętnaście minut przerwy. Piętnaście minut siedzenia  w samochodzie  z miarę możliwości  chorą nogą u góry.  Kiedyś tego nie zrobiłem. Chodziłem kilka godzin non stop. Potem nie potrafiłem z bólu wejść po schodach do domu a jak już wszedłem  i siadłem nie dałem rady wstać. Traktowałem oparcie krzesła jak balkonik i przez trzy dni tak chodziłem za potrzeba i aby zrobić sobie kawy. 

Nie był to oczywiście mój pierwszy wypad na pole.  W zasadzie od wiosny  w miarę  możliwości często staram się pochodzić po okolicy. Od czego się to poszukiwanie skarbów zaczęło. ?? 
Paradoksalnie - terapia odchudzająca.  Dwa lata temu po wylewie przestałem przerażony strachem o swoje zdrowie  palić papierosy. A paliłem sporo . Czterdzieści papierosów dziennie najczęściej robionych z byle jakiego tytoniu.  I wylew. Powrót ze szpitala i decyzja o niepaleniu. Nie było decyzji o tyciu, ale za kilka miesięcy miałem wagi o 10 kg więcej. Dla moich połamanych nóg nie była i nie jest to dobra informacja. Rower?? Takie bezproduktywne jeżdżenie. Bieganie  ? . Od 35 lat nie umiem. Spacery i kijki. Tez bezproduktywne. I znalazło się. Chodzenie z wykrywaczem po polach, drogach lasach itp. Przyjemne, gwarantujące dosyć szeroki zakres wykonywanych ruchów. (skłony, obroty w półosi, przysiady, prace siłowe - kopanie) Ciekawe. To było i jest to !!!!.

Z wykrywaczem chodzę już drugi rok. W tym roku kupiłem nowy i lepszy. Poprzedni nie zdawał egzaminu - nadawał się dla poszukiwacza złomu. Każdy wypad w pole kończył sie przewiezieniem kilku kilogramów złomu stalowego. Oczywiście trafiały się i monety, czasem ładne guziki ale było to rzadko. 
W tym roku na wiosnę odłożyłem trochę pieniędzy i kupiłem ACE - 250 wykrywacz bardzo popularny, stosunkowo niedrogi .  Zwany popularnie ze względu na swój jaskrawy kolor Kanarkiem.
Pierwsze wyjście w pole i kilka monet w bardzo rożnych stanach w kieszeni a dokładnie w specjalnym pudełeczku. Pudełeczko z wilgotnym od oliwy wkładem . Moneta wyciągnięta z ziemi błyskawicznie reaguje na zwiększony dostęp tlenu i pokrywa się nalotem. Dobrze ja nawilżyć aby zapobiec dalszemu utlenianiu.

Od dłuższego czasu wszędzie gdzie jadę autem zabieram wykrywacz, łopatę i plecak :). Tak samo było podczas wyjazdu nad morze.  Tradycyjnie pojechałem do Pobierowa . Znajomy camping, blisko do morza. Tym razem pojechałem z namiotem. 



Kapelusz kupiłem w Pobierowie. Przydał mi się w bardzo upalne dni jak chodziłem po polach


W lodziarni samoobsługowej
Jak byłem w Hiszpanii tam jadłem pierwszy raz lody z samoobsługowej lodziarni.  Nie spodziewałem się że w Pobierowie spotkam  zupełnie podobną.

Pogoda tym razem nie dopisała. Całe lato było gorąceale akurat te kilka dni mojego pobytu było chłodne. Niemniej jednak z wykrywaczem poszedłem na plaże. Późnym, bardzo późnym popoludniem byłem raz. Uzbrojony w latarke czołową. Nocny poszukiwacz. Bardzo mi sie to podobało jakkolwiek niepewny reakcji otoczenia szedłem z uczuciem skrępowania.




Za kilkadziesiąt minut zrobiło się ciemno. Od morza widać było poświatę zachodzącego słońca, przy brzegu białe grzywy przybijających do brzegu fal. Noc bezksiężycowa, ciemno jak w piekle. I ja z wykrywaczem. Poezja. Jedyne światło to punkt z latarki czołowej. Wyglądałem na tej plaży jak kosmita. Znalazłem tej nocy srebrny łańcuszek i kilka monet 5 zł, kilka 2 zł. W sumie ze 30 zł. Ale nie to było istotne. Atmosfera niesamowita. Będę w przyszłym roku mam nadzieję ze dwa tygodnie.  Może już busem przerobionym na Kamper.  :)

3 komentarze:

  1. No cóż, przekonał mnie Pan. Kupuję wykrywacz. Mieszkam w dobrym miejscu do takich poszukiwań.

    Odpowiedz
  2. To jest bardzo fajne zajęcie jak się ma trochę czasu i nie ma Bóg wie jakich oczekiwań o wykopkach. Trzeba cierpliwości i zacięcia. Ale zajęcie zdrowe i ciekawe. Trzeba zachować rozsądek przy niewypałach. :) Życzę powodzenia

    Odpowiedz
  3. Ja już 5 lat chodzę, wspaniałe hobby, szkoda że nielegalne w tym chorym kraju, trochę stresu kosztuje ale nigdy się nie nudzi. Na odchudzanie idealne, 4h w lesie to tyle spalonych kalorii co godzina ostrego biegania, kilogramy spadają, brzuch znika, poznajesz historię, stajesz się ekspertem od starych monet (sprawdzasz wszystko w necie o każdej znalezionej). Hobby idealne

    Odpowiedz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz